Komputery Osobiste (Wa-wa 1987)

Posted on Styczeń 23, 2008 by

Komputery Osobiste, Warszawa 1987Co kilka lat szukając czegoś w regale z książkami trafiam na pozycję – Komputery Osobiste autorstwa D. Madeja, K.Maraska i K. Kuryłowicza – która, choć dawno nieaktualna, trzymana jest przeze mnie przez zwykły sentyment. Jest ona bowiem materialną pamiątką po moich „cudownych latach” i współczesnym opisem jakiegoś fragmentu tamtej rzeczywistości drugiej połowy lat 80tych XX w. Domyślam się, że mniejsza lub większa grupa czytelników tego bloga wtedy właśnie się rodziła, dlatego śpieszę z wyjaśnieniem. „Cudowne Lata” to pewien amerykański serial nadawany właśnie w drugiej połowie lat 80tych XX w. przez Telewizję Polską, a opowiadający o przygodach amerykańskiej rodziny z końca lat 60tych z perspektywy dorastającego Kevina. W Polsce druga połowa lat 80tych nie była okresem prosperity i dostatku. Kraj pogrążał się w coraz większej zapaści ekonomicznej, a komuniści próbowali ratować sytuację wprowadzając coraz to kolejne etapy reformy. Część produktów wciąż dostępna była tylko na kartki.

Wychowując się na blokowisku, moją rozrywką (jak i wielu innych chłopaków) był rower, wałęsanie się po okolicznych lasach (szczęśliwie mój blok był jednym z ostatnich miejskiej zabudowy Łodzi) lub wystawanie z kolegami po klatkach schodowych. W połowie lat 80tych (około 1984 r.), w domu kultury, w którym pracowała moja mama, zetknąłem się pierwszy raz z komputerem – było to Commodore C64. Mniej więcej w tym samym czasie, pewien reakcjonista-kapitalista otworzył niedaleko salon gier video (obecnie w tym miejscu stoi kościół – o czymś to świadczy :) ) . Ja i moi koledzy oszaleliśmy. Wydawaliśmy całe nasze kieszonkowe by zagrać w Moon Patrol, Defendera, Donkey Konga czy w absolutnie najlepszą grę tych czasów Commando. Szał na komputery wśród chłopaków (możecie oskarżać mnie o szowinizm, ale była to typowo chłopięca domena) wybuchł w całej Polsce. Rozpoczęto prywatny import komputerów z Niemiec czy Anglii, co ostatecznie wymusiło na władzach wprowadzenie niektórych komputerów do obrotu oficjalnego. W drugiej połowie lat 80tych w Pewex-ach pojawiły się komputery Atari 800 XL, Atari 65 XE czy 130 XE oraz potrzebne do nich akcesoria jak specjalne magnetofony (programy wgrywano z kaset) i stacje dysków 5,25 cala. W sklepach Centralnej Składnicy Harcerskiej (nie wiem nawet czy jeszcze takie istnieją) pojawiły się za to komputery Timex 2048 – amerykański klon ZX Spectrum. W biurach i zakładach zaczęły pojawiać się pojedyncze sztuki pierwszych PeCetów, ale o Windowsie wtedy jeszcze nikt nie słyszał. W drugiej połowie lat 80tych jednymi komputerami posiadającymi preinstalowany system graficzny były Atari ST i Apple Mac. W niemal każdym mieście, zaczęły otwierać się giełdy komputerowe, na których głównie wymieniano się i handlowano pirackim oprogramowaniem (w tym czasie nie było w Polsce w ogóle legalnego softu) czy wymianą doświadczeń (zwykle na tych mniejszych giełdach, skupiających głównie pasjonatów a nie handlarzy). Na giełdach królowały ZX Sepctrum (48 Kb pamięci Ram :) ), Commodore C64, Atari 800 XL lub 65XE oraz sporadycznie komputery Amstrad Schneider CPC 464 lub CPC 6128. Ten ostatni był symbolem luksusu. Posiadał wbudowaną jednostronną stację dyskietek 3 calowych (pewnie mało kto z Was o takich słyszał), profesjonalną klawiaturę (znaczy z sekcją klawiszy numerycznych) i standardowo dołączany monitor monochromatyczny. Sporadycznie pojawiały się komputery Atari ST oraz Amigi, wywołując u gawiedzi westchnienia zachwytu i zazdrości. Ja w tym czasie byłem szczęśliwym posiadaczem Atari 65 XE z magnetofonem, który oczywiście trochę zazdrościł lepszych gier użytkownikom Commodore C64 czy nawet ZX Spectrum (pomimo jego gorszych osiągów i bardziej prymitywnej konstrukcji stworzono na niego najbardziej wciągające gry).

Ten właśnie okres historii komputerowej rzeczywistości opisuje w postaci przewodnika, wydana w 1987 r. książka. Autorzy omawiają w niej zarówno podstawy informatyki (wyjaśniają pojęcia bajtów i bitów, kodów binarnych i szesnastkowego), szeroko omawiają podstawowe elementy każdego komputera takie jak klawiatura, ekran (w większości przypadków zwykły telewizor) i jego rozdzielczości („(…)zwykle na ekranie równocześnie widocznych jest 8… 16 kolorów przy rozdzielczości 200 x 320 punktów„. – czyli gorzej niż współczesne telefony komórkowe), magnetofony – w tym czasie podstawowa pamięć masowa… kto o tym pamięta w dobie pen-drive na usb – „(…)Magnetofony dostosowane firmowo do współpracy z danym typem mikrokomputera nie wymagają wstępnych regulacji. Podłączenie innego magnetofonu wymaga ustalenia poziomu zapisu i odczytu. Dokonuje się tego metodą prób i błędów, wczytując program z kasety demonstracyjnej a następnie powtarzając zapis i odczyt programu.„. Autorzy omawiają dalej dyski elastyczne (czyli dyskietki ;) ), dominowały wtedy kopertowe duże i miękkie dyskietki 5,25 cala, a mniejsze, te sporadycznie wykorzystywane do dzisiaj były wtedy nowością, drukarki, budowę i architekturę komputera (pamięci ROM i RAM układy dźwięku i grafiki), systemy operacyjne (DOS, C/PM oraz GEM w Atari ST i Apple Mac), języki programowania (Basic, Pascal, C, Fortran) oraz podstawowe programy użytkowe na przykładzie wybranych komputerów. Największą jednak skarbnicą jest obszerne omówienie w formie katalogu, niemal wszystkich dostępnych i niedostępnych na polskim rynku konstrukcji komputerów, od prymitywnego Sinclair ZX 81 po komputery klasy PC (wtedy nazywanymi po prostu IBM) czy Macintosh i Amiga. Czytając tę książkę można przekonać się jak bardzo rozwinęły się komputery. Możliwości maszyn na których obecnie pracujemy, choćby tych najsłabszych, przekraczają wyobrażenia autorów tej książki, jak i wielu zajmujących się tematyką S-F.

PuzzleMe

Comments (12)

 

  1. kaczor pisze:

    Miałem CPC 6128 … to była maszyna mmmm :)

  2. admin pisze:

    No to pewnie wiele osób Ci zazdrościło :)
    Z tego co pamiętam to CPC 6128 miał wyższą rozdzielczość 600×400 czy jakoś tak ale osiągalną tylko pod CP/M

  3. ;-) pisze:

    Czytałem ten tekst z sentymentem. To byly Piękne czasy… ;-)

  4. m.t pisze:

    A kolega mial Atari 800XL na kasety :-)
    Jak to sie wgrywalo hehehehehe
    Ale po co tak daleko siegac pamiecia, pamietam jak koles kupowal celerona 433 i zdecydowal sie na wypasiony dysk 40GB. WOW! „Przeciez na nim bedziesz mogl zapisac wszstko” padaly komentarze :-)

  5. admin pisze:

    No wiesz, są osoby, który 40GB dysk wystarcza z powodzeniam (np. moja żona ma w swoim laptopie właśnie 40 GB).

    Pamiętam za to, jak w 1993 mój kumpel kupił sobie dysk 80MB i mógł na luzie zainstalować Win 3.1 nie martwiąc się o to że zabraknie mu miejsca na inne rzczy :)

  6. asdghj pisze:

    mam ta ksiazke hehehe
    i atari tez mialem ale 130 xe hehehe

  7. (..) pisze:

    Miło poczytać i stwierdzić że jeszcze ktoś pamięta te czasy. Też miałem Atari 65 i okazyjnie odciski od Joysticka ;)

    W tej chwili nie starcza mi dysk 160 giga i aż się boję co będzie jak kupię sobie planowaną lustrzankę.

    Co do książki to z pewnością warto przeczytać. Powinienem gdzieś mieć podobną perełkę z czasów kiedy komputer porównywalny z moim Atari zajmował 60 metrów kwadratowych.

    p.s.
    czekam na dalsze notki. zapowiada się ciekawie.

  8. admin pisze:

    Dzięki :) Mi po zakupie lustrzanki nie starcza pamięci i dysku.

    Co do lustrzanki to zapraszam na mojego fotobloga: http://www.kozerawski.com

  9. Ra pisze:

    Sam miałem Atari 65XE… wczoraj właśnie pod emulatorem przeszedłem BoulderDasha tak dla rozprostowania palców. :)
    Sporo później człowiek wreszcie mógł mieć „duże Atari”, które zresztą do dzisiaj gdzieś tam mi leży w kącie pokoju.
    W dużym stopniu przejście na „IBMa” było funkcjonalnym krokiem wstecz (w porównaniu do np. ST czy Amigi) ale ta moc procesorów 386/486 i grafika (S)VGA… To był szok i później kolejne zabawki (Gravis, 3Dfx, jeszcze wydajniesze CPU) dawały poczucie dotykania istoty Kosmosu. ;)

    Wydaje mi się, że historia zatacza powoli koło – znowu zaczyna być widoczny powrót do koncepcji prezentowanej przez mikrokomputery. Chyba mam(y?) dość pędu ku więcej i szybciej. To nawet jest logiczne bo rzeczy, które były deficytowe (jak rozdzielczości, możliwość audio czy liczby kolorów) teraz są lepsze niż dobre.

  10. admin pisze:

    Boulder Dash! to była gra :) Ja przeszedłem raptem kilka plansz, a potem zabijały mnie takie migające motyle, które zamieniały się w diamenty jeśli udało się na nie zrzucić kamień.

    Faktycznie, zarówno Atari ST z GEM’em czy Amiga z Workbenchem stanowiły w czasach DOS’a na PeCetach znacznie bardziej spójne środowisko pracy.

    Pozdrawiam!

  11. SQ2HCE pisze:

    To były czasy !. Miałem C116, kupiłem uszkodzonego i ponad rok szukałem scalaków. Rozbudowałego go tak że musiałem dorobić większy zasilacz i inną obudowę. Podłaczyłem mu 64 kB RAMu , co to była za pojemność. Jeszcze dzisiaj mam dreszcze. Została mi tylko obudowa i emulator na PC.

  12. Black Jack pisze:

    Szkoda tylko że stare książki o komputerach 8-bitowych i pierwszych PC lądują często w piecu. Wiele książek o C64, Atari tak skończyło, a to najlepsze źródła informacji. A ile o BASICu poszło won, a teraz to byłoby jak złoto (przynajmniej dla mnie). tyle gier na nim było, szło by to teraz wrzucać do mikrokomputerów na AVR-ach, i robić fajnie proste gierki, ale książek brak.

Leave a Reply