Motyl nie smakuje z popcornem i colą
Posted on Styczeń 29, 2008 by MacKozer
Kilka dni temu wybraliśmy się do kina by zobaczyć reklamowany ostatnio film „Motyl i Skafander” w reżyserii Juliana Schnabela. Film jest ekranizacją autobiograficznej książki redaktora pisma Elle – Jeana-Dominique’a Bauby’ego, który w skutek udaru mózgu został całkowicie sparaliżowany. Będąc na łasce swoich znajomych, opuszczonej przez niego żony (w tej roli Emmanuelle Seigner – znana także choćby z Gorzkich Godów Romana Polańskiego – prywatnie jest jego żoną) czy poświęcającej mu cały swój czas, zakochanej w nim młodej lekarki (Marie-Josée Croze), która specjalnie dla swego pacjenta opracowała system komunikacji z pomocą wypowiadania liter w kolejności najczęściej powtarzających się w języku francuskim. Bohater zamknięty w swym niemalże martwym ciele – które porównuje właśnie do ciężkiego skafandra dla nurków zawieszonego gdzieś w otchłani, przeżywszy pierwsze momenty załamania, postanawia napisać biograficzną książkę. Za pomocą żmudnego systemu komunikacji opartej na mruganiu w momencie wypowiedzenia odpowiedniej litery, opisuje swoje odczucia, emocje związane ze stanem w jakim się znalazł, patrząc także przez okienka swojego skafandra w radosną przeszłość, w której dominowała maksyma „carpe diem”. Film w bardzo sugestywny sposób przedstawia stan i emocje sparaliżowanego człowieka. W zasadzie wszystkie środki wyrazu są nastawione na przybliżenie tego stanu widzom. Siedząc w kinie niemal czuje się całkowite odrętwienie. Film, poza nielicznymi obrazami wspomnieniami głównego bohatera, właściwie pozbawiony jest akcji. Początkowo wywołując u widza oczekiwanie na rozwój, walkę bohatera, powolny acz żmudny proces wychodzenia ze skafandra paraliżu. Nic takiego się nie dzieje. Początkowe minimalne postępy – bohaterowi udaje się minimalnie poruszać głową, wykonywać słabe ruchy językiem i wydawać z siebie nieartykułowany bełkot – wzbudzające w widzu nadzieję i pozwalające mu zbudować oczekiwany własny dalszy scenariusz, okazują się jeszcze bardziej akcentować beznadzieję sytuacji i brak nadziei.
Tyle o filmie, który choć bardzo dobry nie jest jedynym tematem tego tekstu. Ponieważ zwiastuny filmu były dość często pokazywane w telewizji, a co ważniejsze sugerowały ciepłą historię walki bohatera zakończoną happy endem, w jednej z sal multiplexu wokół nas zasiadły pary z colą i wielkimi tekturowymi pudełkami z pop cornem. Choć nie jestem wrogiem Ameryki, to jednak jestem przeciwnikiem robienia z kina baru, a z człowieka bezmyślnej maszyny, która zgodnie z regułami mody jak coś ogląda to musi zapychać sobie czymś gębę, żuć i połykać. Wydaje mi się jednak, że jakaś część z tych osób znalazła się na tym seansie przez niezrozumienie przekazu płynącego z reklamówek puszczanych w TV (przyznaję, że i ja idąc do kina oczekiwałem historii z happy endem). W dzisiejszych czasach konsumpcjonizmu wiele filmów i aktorów służy za sos do popcornu, który z pewnością świetnie smakuje z Bruce’m Willis’em, spożywany w Szklanej Pułapce, albo też popcorn silnie doprawiony Willem Smithem wyprażony w ogniu płonącym na Manhattanie pełnym zombie. Nie są to wcale krytyczne uwagi skierowane w stronę tych aktorów, ani filmów w których grają (jestem fanem każdego filmu z Brucem Willisem). Specjalnością domu może być też największy skarb najlepszego narodu na świecie – sezonowany popcorn odkryty przez Nicolas’a Cage’a lub też na nasz rodzimy sposób popcorn a la Pazura, Linda lub Konrad (choć ten ostatni jest zdecydowanie bardziej wytrawną i mocniejszą przyprawą stosowaną raczej do drinków). Tymczasem popcorn z motylem to nie Mezcal z robakiem (przez laików także określany jako tequila), nikomu lubiącemu popcorn nie polecam spożywania go będąc ubranym w ciężki – suchy skafander nurka. Ten film – Motyl i Skafander, grający w nim aktorzy, scenariusz i zdjęcia są najwyższej klasy daniem dla duszy, a nie przyprawą do popcornu.
Koniec filmu zastał nas niemal sparaliżowanych w fotelach, chłonących obraz i muzykę. Kiedy na tle kruszejących lodów arktyki pojawiły się pierwsze litery napisów, kilka „popcornowych” par wyskoczyło z miejsc i pognało do wyjścia. Widać było, że na ten moment czekali od dłuższego czasu. Do zatrzymania projekcji w fotelach pozostały tylko 4 osoby.
|
|
-
j.
-
szemkel


