Przeglądarki www na Mac’a – trudny wybór
Posted on Styczeń 30, 2008 by MacKozer
Osiołkowi w żłobie dano… w jednym Mac a w drugim siano – w ten sposób, parafrazując stary wierszyk – można zobrazować problem przed jakim stanąłem, a mianowicie wybór przeglądarki www.
Jeszcze do kilka dni temu byłem użytkownikiem Peceta z ponad 10 letnim stażem. Doświadczenie zebrane na wcześniejszych maszynach sięga czasów, kiedy o Internecie nikt nie słyszał – przynajmniej w Polsce i nikt jeszcze dla tych maszyn nie napisał przeglądarki www (choć obecnie są już przeglądarki np. na Atari ST czy na Amigę). Kiedy na moim biurku zagościł pierwszy PeCet, miał on zainstalowany system Windows 95 SE – czyli drugą edycję wyposażoną w jedną z pierwszych wersji przeglądarki Internet Explorer. Od tego czasu IE był moim podstawowym narzędziem do przeglądania zawartości Internetu. Konkurencyjny, choć bardziej zawiły i nie tak ładnie wyglądający Netscape Navigator w tym czasie schodził już ze sceny. Jak wspomniałem, IE nie miał konkurencji, chociaż jakość samego programu, a zwłaszcza poziom jego bezpieczeństwa był bardzo niski, o czym kilkakrotnie się przekonałem. Gdzieś na początku obecnej dekady na niektórych komputerach zaczęła pojawiać się nowa przeglądarka o nazwie Mozilla, oparta na silniku Gecko. Z tego co pamiętam, nie byłem jednak do niej przekonany, gdyż nie wszystkie strony otwierały się w sposób znany mi z IE. Przełomem okazał się dopiero Ognisty Lisek czyli Firefox, który odesłał produkt Microsoftu w niebyt. Od około 4 lat jedyną słuszną przeglądarką na moim PeCecie był właśnie Firefox. Internet Explorer uruchamiany był sporadycznie, lub regularnie w celu obsługi Outlookowego webmaila na serwerze MS Exchange (Outlook w wersji online). Na moim komputerze zagościła także Opera, jednakże filozofia jej programistów trzymających się kurczowo standardów powodowała, że wiele źle napisanych stron w ogóle w niej nie działało. Nigdy też nie przypadł mi do gustu interfejs tego programu. Operę uruchamiałem sporadycznie, jedynie w celach testowych, np. by sprawdzić jak wygladały strony nad którymi w danej chwili pracowałem.
Po przesiadce na Mac’a jednym z pierwszych programów który zainstalowałem w Mac OS X był oczywiście Firefox. Świetnie jest móc korzystać z tego samego narzędzia pracując na innym systemie, którego się jeszcze nie zna. Firefox na Mac’a wydawał się być tak samo dobrym programem jak na Windows XP. Działają na nim prawie wszystkie dodatki, przynajmniej wszystkie, z których korzystałem na PC (Ad Block, Extended Status Bar, Google Ads notifier, PDF Download itp.). To co jednak zwróciło moją uwagę to niezbyt poprawne wyświetlanie czcionek przez FF. Wszystkie litery wyglądały jak pogrubione w html tagiem <b>. Początkowo myślałem, że to wina złych ustawień wygładzania. Na PC mój Firefox w ogóle nie wygładzał czcionek. Zacząłem więc bawić się tymi ustawieniami. Okazało się jednak, że czcionki niewygładzone również wyglądają niezbyt atrakcyjnie, co ważniejsze, te mniejsze z nich się zlewały (tak jakby znikały spacje między nimi). Doszedłem w końcu do jako takich optymalnych ustawień. Zauważyłem jednak, że w pewne fragmenty bloków tekstu (np. wpisy na blogu) są jaśniejsze i mniej wyraźne od sąsiednich fragmentów. Często ta zauważalna zmiana jakości przebiegała w jednej linijce i jednym wyrazie. Podejrzewałem uszkodzony monitor, jednak przesuwając okno FireFoxa blok źle wyświetlanego tekstu także się przesuwał – na szczęście monitor jest sprawny. Zdałem sobie sprawę, że za złe wyświetlanie tekstu odpowiada moja ulubiona przeglądarka w wersji na Mac OS X.Firefox 2 (bo o jego najnowszej wersji mowa) zainstalowany na moim Mac’u ma też problemy z wyświetlaniem włączonych do tekstu filmów z YouTube. Pojawiają się one tylko jesli znajdą się na krawędzi ekranu, lub częściowo poza nią. Kiedy strona mojego bloga zostaje przewinięta tak, że film z YouTube znajdzie się na środku obiekt ten znika z ekranu. Dzieje się tak tylko z niektorymi filmami i nie za bardzo wiem jaka jest tutaj reguła.
Zaistniała sytuacja zmusiła mnie niejako do sprawdzenia jak z wyświetlaniem tekstu radzą sobie inne przeglądarki. Safari było już na pokładzie, tak więc zainstalowałem Operę. Skandynawska przeglądarka wyświetla strony wręcz perfekcyjnie, jeśli mowa jest o jakości czcionek i obrazków. Obraz jest idealny. Bardzo podoba mi się w niej także system blokowania niechcianych treści (np. reklam) – poprzez proste kliknięcie na danym elemencie (po wybraniu odpowiedniej opcji z menu kontekstowego). Niestety filozofia programistów Opery polegająca na ścisłym trzymaniu się standardów W3C powoduje, że pewne strony, z których korzystam w czasie pracy (np. salesforce.com) nie otwierają się poprawnie. Oczywiście wiem, że to wina programistów z Salesforce, że strona jest niezgodna ze standardem W3C. Wydaje mi się jednak, że standardem obecnie jest poprawne wyświetlanie się strony w Internet Explorer czy Firefox (najpopularniejszych przeglądarkach), a nie w zgodnej z zaleceniami W3C (World Wide Web Consorcium) Operze. Dlatego decydując się na pracę z Operą i tak skazany byłbym na codzienne użytkowanie Firefoxa. Na niekorzyść Opery świadczy też, niezbyt przyjazny mi interfejs tego programu. Być może jest on intuicyjny i oryginalny, jednak nie dla mnie – osoby przyzwyczajonej do pewnego szablonu ustalonego jeszcze przez Netscape Navigatora i IE.
Safari, przeglądarka przygotowana przez Apple i preinstalowana w OS X, wyświetla strony (a dokładnie czcionki) niemal tak dobrze jak Opera, a co ważniejsze dla mnie – przypomina mojego ulubionego Firefoxa. Niestety brakuje mi w niej możliwości łatwego instalowania wszelkiego rodzaju dodatków, choć takowe istnieją (ale są dostepne nie poprzez sam program). Wspomnieć wypada, że opinie ekspertów o przeglądarce Safari nie są najlepsze – często słyszy się o jej licznych dziurach (np. na kilku forach poświęconych komputerom Mac). Jest to jednak w obecnej chwili jedną z niewielu sensownych alternatyw dla Firefoxa, biorąc pod uwagę moje przyzwyczajenia i jakość wyświetlanego obrazu.
Wspomnieć wypada także o przeglądarce Camino, opartej o silnik Mozilli. Niestety zupełnie nie przypadła mi do gustu, choć także lepiej radzi sobie z wyświetlaniem czcionek niż Firefox 2. Brakuje mi w niej dodatków, wyszukiwanie słów w tekście nie jest tak wygodne jak w FF czy Safari. Chociaż posiada nowoczesny interfejs bardziej jednak kojarzy mi się ze starym Netscape Navigatorem.
Jednym z możliwych rozwiązań jest Firefox 3 Beta 2, czyli wersja robocza najnowszego dziecka Mozilli. Także w niej znikł problem wyświetlania czcionek czy filmów z YouTube, niestety nie jest jeszcze ona bardzo stabilna, nie działają na niej także wszystkie dodatki i słowniki.
Jestem więc rozdarty pomiędzy Firefoxem 2.0.0.11 a Safari 3.0.4.
Niniejsze zestawienie jest przykładem wyświetlania czcionek w Safari 3.0.4, Firefox 2.0.0.11 i Operze 9.24 pracujących w systemie Mac OS X Leopard:
|
|
-
rav
-
http://tomekwojcik.wordpress.com/ BilboBaggins
-
JAREK
-
http://blog.maksymus007.info M4ks
-
JAREK


