Ratujący konie
Posted on Luty 4, 2008 by MacKozer
Z racji zainteresowań i pasji mojej żony, oraz w związku z moją obecną pracą (irlandzka firma IT budująca duży globalny serwis dla trzeciego sektora czyli organizacji non profit) w przeciągu ostatnich kilku miesięcy miałem okazję bliżej przyjrzeć się stowarzyszeniom czy fundacjom zajmującymi się ratowaniem koni, ale też innych zwierząt.
Polska jest krajem, w którym mimo wyidealizowanej tradycji ułańskiej, czy generalnej obecności konia zarówno w historii czy literaturze, którym na masową skalę hoduje się konie na rzeź. Ktoś dociekliwy, lub pierwszy lepszy internetowy troll może zadać od razu pytanie, w czym konie są lepsze od np. świń? Oczywiście w niczym – wiele z tzw. schronisk dla koni ma w swym inwentarzu m.in. także i świnie, które uratowano od śmierci w rzeźni i przerobu na mniej lub bardziej smaczną kiełbasę. Oczywiście ideałem byłoby, gdybyśmy my – ludzie – nie jedli w ogóle zwierząt, nie musieli ich zabijać, być może kiedyś będziemy mogli cieszyć się schabem lub kiełbasą ze specjalnie hodowanych komórek, na razie jednak większość z nas jest masowym konsumentem produktów pochodzących z uboju zwierząt. Dlaczego zatem konie nie powinny być wysyłane do rzeźni? Nie są przecież w niczym lepsze od świń czy bydła, jednak w naszej kulturze koń zajmuje miejsce zbliżone do psa – bądź co bądź przyjaciela człowieka. Koń jest oczywiście zwierzęciem bardziej elitarnym, droższym, mającym o wiele wyższy status w naszej kulturze. Polacy nie są narodem, który lubuje się w koninie. Polskie konie nie są też w przeważającej większości zabijane w kraju, bądź co bądź, z końskimi tradycjami. Wysyłamy je w skrajnie trudnych warunkach do Włoch czy Francji, gdzie – jeśli przeżyją podróż – są zabijane. Masowy ubój koni w Polsce z pewnością by się nie sprawdził, gdyż konina tradycyjnie nie jest częstym gościem na polskich stołach, co też moim zdaniem świadczy o miejscu konia w polskiej kulturze. Pies, który być może nieźle smakuje, nie znajduje się w naszym jadłospisie – przyjaciela się nie je. Dlatego też wolimy wysyłać naszych większych przyjaciół na rzeź do Włoch, gdzie średnio za jednego konia dostaje się od 3 do 4 tyś. zł. Zdarza się, że właściciele oddają do rzeźni ciężarne klacze – po to tylko by dostać więcej pieniędzy. Podobnie rzecz sie ma w wielkich polskich stadninach. Konie są cenne, jeśli są dobrym materiałem genetycznym do rozrodu, jeśli wygrywają wyścigi. Często zapłatą za ich sukcesy i trud jest wyrok śmierci i przerobienie na kabanosy. Wiele koni jest bitych i głodzonych przez swoich właścicieli, którzy w ostateczności godzą się odsprzedać fundacjom zabiedzone i zmaltretowane zwierzaki.
Na terenie Polski działa całkiem spora liczba stowarzyszeń i fundacji, których jednym z ważniejszych lub głównym celem jest ratowanie koni zarówno od śmierci w rzeźni, od męczarni drogi w ciężarówce przez pół Europy, czy generalnie od okrucieństwa czy niedbalstwa ich właścicieli, także u nas w kraju.
Najbardziej znanym z nich, a zarazem największym schroniskiem dla koni (w którym ciepły kąt znalazły też psy i koty) jest Tara, zajmująca tereny starego folwarku w Piskorzynie na Dolnym Śląsku (niedaleko Wołowa i Wińska). Schronisko prowadzi Scarlet i Piotr wspomagani rzeszą około tysiąca wolontariuszy. W schronisku żyje ponad 100 koni (pełna ich lista dostępna tutaj, które resztę swojego życia mogą spędzić na zasłużonej i wygodnej emeryturze. Konie, które raz trafią do Tary zostają tam do końca swojego życia. Więcej o schronisku możecie dowiedzieć się z ich strony www.ligon.chorzow.pl/tara/

Konie w Tarze (więcej zdjęć na moim fotoblogu).
Drugim, dużym schroniskiem dla zwierząt – w tym sporej liczby koni – jest schronisko Fundacji Pomocy Dla Zwierząt „Przystań Ocalenie”, znajdujące się niedaleko Tychów na Górnym Śląsku. Warto zapoznać się z ich stroną, gdzie przedstawiają realia końskich targów, losy wielu koni, których życie zostało uratowane, ale także i tych, którym nie można już było pomóc. www.przystanocalenie.pl Szczególnie wstrząsające są opisy losów zwierząt na tej podstronie: http://www.przystanocalenie.pl/kpdz_przystan.html)
Konie ratują także inne fundacje – Stacyjka Maltusia (http://stacyjkamaltusia.ovh.org/) opiekuje się 12 końmi, a także psami, kotami i kozami. Fundacja Pegasus (http://www.pegasus.org.pl)mająca w swych stajniach kilkadziesiąt koni, prowadzi także adopcje (dzięki temu fundacja ma miejsce na przyjęcie kolejnego zwierzaka) jeśli więc czujecie się na siłach i macie odpowiednie możliwości finansowej i techniczne możecie adoptować jednego z ich koni. Kolejna znane mi schronisko dla koni prowadzi fundacja Centaurus (http://www.centaurus.org.pl).
Większość koni, które trafiają do schronisk, jest schorowana, często okrutnie pokaleczona lub kaleka.
Cena śmierci to 3-4 tysiące złotych. Tyle za 600-700 kilogramów „rzeźnego mięsa” płacą Włosi – główni odbiorcy koni eksportowanych z Polski na Zachód, gdzie w 2001 r. trafiło ich blisko 40 tysięcy. Cena życia jest niższa – zwierzęta odkupowane z transportów kosztują średnio kilkaset złotych, ale koszty długotrwałej kuracji przekraczają zwykle ich „handlową” wartość. Na 700 zł oszacowano życie Odry – piętnastoletniej klaczy rasy „konik polski”. Przeznaczono ją na rzeź, gdy okazało się, że z powodu ochwatu nie będzie mogła już służyć do nauki hippoterapii.
Przyszłość Karusia, trzymiesięcznego źrebaka była przesądzona od urodzenia – na skutek porażenia mózgu przyszedł na świat z przykurczem ścięgien w przednich nogach. Chodził z trudem, co chwilę się przewracając. Dlatego – jako towar wybrakowany – handlarze wycenili go tylko na 200 zł. Na nic zdały się wysiłki właścicieli, którzy tuczyli go z premedytacją, chcąc uzyskać jak najwyższą stawkę. Gdyby na targu w Bodzentynie nie wypatrzyli go członkowie Komitetu, trafiłby niechybnie do włoskiego transportu. Dzięki nim, zamiast umierać w bólu i strachu, cieszył się życiem jeszcze przez miesiąc. Odszedł na zawsze dwa dni po operacji, do końca otoczony troskliwością ludzkich przyjaciół. Na skutek niewłaściwej diety miał zdeformowane serce i płuca. (cytat ze strony Komitetu Pomocy dla Zwierząt „Przystań Ocalenie”.
|
|
-
Waldek
-
jovana
-
szam


