Po 16 latach znowu w teatrze

Posted on Luty 15, 2008 by

Wstyd się przyznać, ale pomiędzy moimi dwoma ostatnimi wizytami w teatrze (na sztuce, żeby nie było wątpliwości) minęło prawie 16 lat. Tak się jakoś złożyło, że przez ten czas byłem w różnych rozjazdach, ale też czasami, dłużej lub krócej przechodziłem przez fazę całkowitego braku zainteresowania kulturą wyższą, nie interesując się teatrem, kinem, a czytając jedynie prasę i magazyny komputerowe. Kiedy indziej znowu zajmując się czymś inny, nie mniej atrakcyjnym. Teatr znalazł się daleko za horyzontem moich zainteresowań – choć przyznaję się także, wcześniej  – przed 16 laty – nigdy się nim jakoś specjalnie nie interesowałem.

Chociaż przerwa pomiędzy wizytami w teatrze trwała tak długo, obydwa przedstawienia były w pewnym stopniu do siebie podobne i mam nadzieję, będą swego rodzaju klamrą zamykająca okres mojego teatralnego analfabetyzmu. W lipcu 1992 roku zdarzyło mi się być na awangardowym przedstawieniu w teatrze im. Witkacego w Zakopanem. Widzowie siedzieli na zwykłych krzesłach, a przedstawienie odbywało się częściowo na niskiej scenie, częściowo na podłodze, a czasem wchodziło z akcją pomiędzy widzów. Wczoraj wraz z żoną wybraliśmy się do teatru im. Jaracza w Łodzi, na monodram Bronisława Wrocławskiego „Obudź się i poczuj smak kawy”. Także i tym razem granica pomiędzy aktorem i widzem była bardzo cienka. Sam monodram miał momenty lepsze i gorsze, wyśmiewając w dość bezpośredni sposób przyziemne wartości czy hipokryzję powszechnie panującą w naszym życiu oraz nasze całkowite uzależnienie od niszczącego nas systemu. Było to oczywiście dość zabawne, choć przyznaję traktowałem to co widzę z dużym dystansem – nigdy nie trafiało do mnie bezpośrednie moralizatorstwo uprawiane ze sceny (nie ważne czy teatralnej, muzycznej, ekranu telewizora czy ambony). Przeskakując z postaci na postać, na sam koniec monodramu Wrocławski wcielił się w buntownika idącego swoją drogą pod wiatr, a dokładnie jadącego autostopem gdzieś w nieznane. Wydaje mi się jednak, że ludzi, którzy idą wciąż pod wiatr, znajdując się na marginesie panującego w naszym życiu systemu, nie zawsze są z tego powodu szczęśliwi, czasem po prostu nie potrafią inaczej żyć, a sam system niezbyt chętnie ich przyjmuje. Niezaprzeczalnie jednak ich życie jest o wiele ciekawsze i ekscytujące, a często także pełne sukcesów.

Na koniec muszę o czymś wspomnieć. Mnie – niemal totalnemu teatralnemu ignorantowi – Wrocławski zawsze będzie się kojarzyć… ze Szwajcarią i Zurichem.