To nie nasza wina, czyli jak Howard Webb uratował nas od przejrzenia na oczy
Posted on Czerwiec 13, 2008 by MacKozer
Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę się zajmował sportem, a już zwłaszcza piłką nożną. Przyznaję, nie jest to ani moja pasja, anie powód mniejszych czy większych ekscytacji. Zdarza mi się co prawda obejrzeć jakiś mecz w gronie przyjaciół przy piwie. Tym razem jednak moje zainteresowanie oraz zdumienie wzbudziła nie sama gra polskiej reprezentacji (jestem w tej jak i wielu innych kwestiach narodowych bardzo twardym realistą) ale to, jak zbliżający się mecz z Niemcami wygenerował na gruncie narodowych kompleksów najróżniejsze mrzonki. Polska nie miała jeszcze okazji wygrać w piłkę z Niemcami – czy wcześniej z reprezentacją Niemiec Zachodnich, czy zjednoczonego już państwa (jedno i drugie nazywa się wciąż Republiką Federalną Niemiec). Odkąd pamiętam, niemal każdy mecz z naszymi sąsiadami z zachodu wzbudza emocje stawiające jego rangę niemal do rewanżu za Westerplatte, zniszczoną Warszawę, wieki zaborów itp. Nie inaczej było tym razem – w telewizji, radio, prasie i internecie pojawiły się opinie, że tym razem uda nam się Niemcom dokopać, że skoro stał się cud i dostaliśmy się na Euro, to jesteśmy w stanie pokonać naszych odwiecznych wrogów. Oliwy do ognia dolała także niemiecka reklama meczu Niemcy – Polska, którą wielu Polaków odebrało jako policzek, ze względu na sugestię jakoby Polacy ukradli niemieckim kibicom busa. Oczywiście podniosły się głosy, że reklama obraża Polaków (faktycznie, w jakimś stopniu można było ją tak odebrać), ale mało kto zwracał uwagę, że stereotyp Polaków kradnących w Niemczech samochody nie wziął się z kosmosu, co oczywiście nie znaczy że każdy Polak jest od razu złodziejem. Nie specjalnie też zwrócono uwagę, że sami niemieccy kibice przedstawieni zostali w dość stereotypowy sposób. Nawaleni, nie grzeszący inteligencją piwosze (najwyraźniej prowadzący swojego busa na rauszu). W sieci od razu pojawiły się filmiki przedstawiające pancernik Schlezwig Holstein ostrzeliwujący Westerplatte, czy żołnierzy Wehrmahtu łamiących polski szlaban graniczny, mające być celną ripostą na niemiecką reklamę. Tak właśnie wielu naszych rodaków podchodziło do wspomnianego meczu. Do prawdziwej, śmiesznej ciętej riposty zdolni byli jedynie dziennikarze Szkła Kontaktowego z TVN24, którzy pociągnęli wątek raczących się piwem Niemców. W największe zażenowanie wprawiły mnie „gazety dla motłochu” (nie będę wspominał tytułów) prezentujące fotomontaże z trenerem reprezentacji Polski trzymającym w dłoniach głowy niemieckiego trenera i jednego z piłkarzy. Tymczasem mecz z Niemcami zbliżał się, a my powtarzaliśmy sobie cały czas bajki o szansie na wygraną oczekiwaną przez lata. Wynik meczu wprawił wielu z nas w zdumienie – znowu Niemcy nas pokonały (nie pierwszy raz i nie tylko w piłkę nożną). Powtarzaliśmy sobie jednak stare polskie maksymy „jakoś to będzie” czy „damy radę”. Na potencjalnie słabej Austrii też mieliśmy powody by się odegrać (za zabory), poza tym, wielu z nas uważa Austriaków za gorszy sort Niemców (jak nie odegraliśmy się na jednych, to może odegramy się na drugich). Bardzo szybko zapomniano o porażce z Niemcami, skoro uważaliśmy, że zwycięstwo z Austrią mieliśmy niejako w kieszeni. Z Chorwacją też mieliśmy sobie dać jakoś radę i z takim nastawieniem mogliśmy już niemalże opijać nasze rychłe wyjście z grupy. Tymczasem mecz z Austrią pokazał nieudolność naszej drużyny. Według mnie nasza reprezentacja grała jeszcze gorzej niż z Niemcami. Austriacy byli zdecydowanie szybsi i zdeterminowani i gdyby nie Artur Boruc to być może do przerwy byłoby nie 1:0 dla Polski, a 3:1 albo może i 3:0 dla Austrii. Udało się nam jednak strzelić bramkę. Znamienne jest też to, że pierwszą i jak na razie jedyną bramkę dla Polski strzelił Brazylijczyk z polskim paszportem (jedyne bramki dla Niemiec zdobył Polak z paszportem niemieckim i polskim). Gol strzelony przez Rogera pozwolił wielu z nas zapomnieć jak beznadziejnie grali nasi piłkarze w pierwszych 30 minutach. Niestety, w 93 minucie Polacy dali się wrobić (faktycznie inaczej tego nazwać nie można) w faul na polu karnym i kiedy już mieliśmy zjeść cukierka dość brutalnie nam go odebrano. Mecz skończył się wynikiem 1:1 co praktycznie przekreśla naszą szansę na wyjście z grupy. Dziwi mnie, że w mediach wciąż przewija się opinia, że w pewnych okolicznościach jeszcze mamy szansę. Wzburzenie wielu z nas sięgnęło szczytu. Powtarzają się ostre opinie, że zostaliśmy oszukani, mecz był ustawiony, że angielski sędzia podyktował rzut karny specjalnie. Być może to prawda – nie neguję tego. Kontekst jest jednak tradycyjny: jesteśmy świetni ale znowu ktoś nam wbił nóż w plecy. Mało kto zwraca uwagę na to, że gdybyśmy faktycznie bili na głowę Austriaków, to nie dominowali by oni przez większą część pierwszej połowy na boisku, a przede wszystkim strzelilibyśmy im więcej goli. Gdyby polska drużyna była faktycznie świetnie przygotowana, to być może w 93 minucie Austriacy strzelili by jedynie bramkę honorową a nie wyrównali na 1:1. Wyjątkiem jest tutaj Jan Tomaszewski, który uważa, że Howard Webb słusznie podyktował karnego. Zupełnie inaczej myśli bardzo dużo z nas, w tym i postacie z kręgu kultury, sztuki czy polityki. Według wielu z nich – choćby Zbigniewa Preisnera (który uważa, że powinniśmy na znak protestu wycofać się z mistrzostw) – zostaliśmy oszukani przez angielskiego sędziego. Staraliśmy się i znowu nas oszukano. W 1939 r. też dmuchano w propagandową tubę siły polskiego oręża, a my łudziliśmy się że nasi sojusznicy przyjdą nam z pomocą. Tymczasem nóż w plecy wbito nam ze wschodu, a jak to się skończyło wszyscy wiedzą. Zostaliśmy oszukani zarówno wtedy jak i teraz. Pamiętajmy jednak, że oszukuje się słabszych.
Niestety, to co mnie najbardziej boli, to fakt, że decyzja Howarda Webba utwierdzi wielu z nas w złudzeniach. Za wszystko będziemy bowiem obwiniać sędziego a nie siebie czy nieudolność naszej narodowej reprezentacji. Wolimy bowiem za nasze narodowe klęski (mniejsze i większe) obwiniać kogoś innego, a nie siebie samych.
|
|



Pingback: Opinie o polskiej druzynie na EURO2008 - MyApple.pl