Uderz w stół a nożyce się odezwą…

Posted on Styczeń 5, 2009 by

Tym razem mam osobistą możliwość przekonania się, że słowo Linux łatwo wywołuje flamewar, a osoba atakująca przykleja swojej ofierze wszelkie możliwe łaty nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. A zatem, autor bloga Bronikowski.com oburzony (czy jak woli – rozbawiony) moim określeniem „dzieci Linux’a” postanowił postawić mnie w szeregu z dużą częścią applowskiej blogosfery, albo raczej – nawiązując do wcześniejszego postu – zrobił ze mnie pracownika punktu ksero.

Czegóż to się mogę w jego wpisie dowiedzieć o sobie?

Wszystkie blagi zajmujące się tematem komputerów z białego plastiku żyją spekulacjami. Nie ma miesiąca żeby jakaś mądra głowa nie zamieściła informacji o  “nowym laptopie”, “netbooku za $500! Zobaczycie!”, “iPhone Nano!”, razem z podrabianymi fotkami i projektami “wprost od zaufanego człowieka na Infinite Loop 1″.

Konia z rzędem temu, kto znajdzie na moim blogu przecieki o nowym laptopie od Apple, netbooku, rewelacjach o ipodzie nano :) W ogóle, nie przypominam sobie aby na moim blogu zaistniał kiedyś tekst o przewidywaniach co zrobi Job’s. Komputer to komputer, daleki jestem do ideologicznej podniety kawałkiem krzemu.

Dalej autor ujawnia całą prawdę o użytkownikach Makintoszy:

Nie mówimy o nich “dzieci Apple”, które “mają parcie na szkło”. To są dziennikarze śledczy wyrywający informację z postit-ów zalegających na biurku Świętego Stefana. Informacje pomaga wykradać sprzątaczka, która ryzykuje zwolnieniem, a może nawet śmiercią!

Przyznać muszę, że mnie również trochę śmieszy cała ta ekscytacja i kult Apple i Steve’a Jobs’a. Istotnie – częstym zjawiskiem applowskiej blogosfery jest dublowanie się tematów  „co zrobi Jobs”, „co zobaczymy na MacWorld”, „czy Apple zaprezentuje iPhone nano czy pro” itd. Bronikowski w ciemno założył, że tego typu informacje znajdzie także tutaj, na moim blogu. Abstrahując jednak od jego osobistych wycieczek w moją stronę, w jego opinii o bloggerach piszących o Apple i jego produktach pobrzmiewa ton wyższości (o tym za chwilę), autor nie rozumie też pojęcia „parcie na szkło”. Czy prowadzenie bloga tematycznego o Apple (czy jakiejkolwiek innej firmie i jej produktach) to przejaw dążenia do sławy i popularności czy zabłyśnięcia w środowisku? Nie do końca tak jest. Oczywiście każdy blogger ucieszy się z dużej liczby czytelników. Nie spotkałem się jednak ze zjawiskiem by któryś ze znanych mi bloggerów piszących o Apple uciekał się do tworzenia fałszywych informacji. Można narzekać na syndrom punktu ksero, czego przejawem jest choćby zamieszczenie niesprawdzonej i fałszywej informacji o Linuxie na iPhone na jednym z blogów (wspominałem o tym we wcześniejszym wpisie). Wracając do wyraźnego protekcjonalnego tonu cytowanego tekstu, autora najwyraźniej uwiera ta monotematyczna i trochę nudna (przyznaję) applowska blogosfera. Internet jest na szczęście wciąż wolny – nie chcesz to nie czytaj. Każdy ma też prawo do pisania o tym co chce (oczywiście w granicach rozsądku) – ktoś o koncernie i samochodach Volkswagen, a ktoś inny jest być może fascynatem czarnych Wołg i nigdy nie kupi sobie innego samochodu. W ten sam sposób ktoś może pisać o Apple i używać tylko  komputerów i systemu operacyjnego tej firmy – czy od razu musi to oznaczać, że produkty spod znaku Jabłka są najlepsze na świecie? Pisząc o applowskiej blogosferze (i tylko o niej) rzadko spotykam się z  przejawem propagandy, że Maki i ajFony są najlepsze. Trudno jest udowodnić, że produkty Apple są z założenia najlepsze, jeśli nie prowadzi się zestawień z produktami konkurencji. Oczywiście wśród użytkowników sprzętu Apple pełno jest fanbojów, o których z resztą pisałem na swoim blogu nie raz – jednak pan Bronikowski nie zwrócił na to uwagi przy tworzeniu mojego portretu psychologicznego ;) .

Kolejny paragraf to już kosmiczne banialuki:

Blagosfera od Jabłka została zatrollowana przez jakiegoś faceta. To mówi mi więcej o “dziennikarstwie obywatelskim” niż o facecie. Kto łyka wszystko, jak leszcz, trafi kiedyś na haczyk.

Ciekawy jestem na jakiej podstawie pan Bronikowski zakłada, że mój blog to applowskie dziennikarstwo obywatelskie? Najwyraźniej też nie zrozumiał dokładnie mojego tekstu (tyczył się wszak czegoś innego). Ja nie żywię się sensacjami o iPhone czy Apple, stąd sama informacja o Linuxie na ten telefon nie robi na mnie wrażenia. Nie obchodzi mnie to, co kto robi ze swoim komputerem czy telefonem.

Wreszcie na koniec, wszystko staje się jasne, na słowo „Linux” odzywają się nożyce.

Swoją drogą, kernel Linuksa ładuje się na iPhone. Do tego, zupełnie za darmo, dorzucają Busyboksa. Za jakiś czas ktoś pewnie dorobi do tego jakiś framebuffer, a może nawet sterownik do X.org.

Tak tak, ograniczeni fanatycy Makintoszy i ajFona, mimo fałszywki, ta straszna informacja okazała się prawdziwa. Tylko… co mnie to obchodzi?

PuzzleMe

Comments (13)

 

  1. JO pisze:

    No będziesz mógł za pare lat z linux’a w swoim iphonie zadzwonic ;) zaraz jak skończa portować emacs’a (btw na iphonie po zalogowaniu na „hax’a” jest Emacs ;) )) )

  2. insider pisze:

    Swego czasu uzywalem Linuxa. Blisko dwa lata aktywnego uczestniczenia w swiecie open-source, ze sledzeniem spekulacji, blogow itp. Pamietam te przerzucane informacje, ze oto KDE kiedys sie dorobi drag&drop , jadro sterownikow do drukarek i kart graficznych. A moze nawet litosciwie jakis producent otworzy kod do kart WiFi. Jesli wiec autor tego bloga chcial zadac cios wymierzony w spekulacyjny charater makowej blogosfery , to sie calkiem powaznie rozminal. Nie ten adres. Oczywiscie zgrabnie pominal sedno sprawy – ilez to razy dzieci robia koktajl z fotek znalezionych na flickrze, dodadza jakies literki i publikuja fantastyczne informacje o linuksach sterujacych pilotami do telewizorow w trybie 3d , a cala rzesza nieprzytomnych owieczek kopiuje to na blogach, bo cos napisac chce ale wysilac umyslu juz nie da rady. Tyle, ze w takim samym stopniu dotyczy to linuksiarzy, makowczarzy i pececiarzy. Tyle, ze kogo to, jesli przytomny czlowiek w ogole na takie blogi nie zaglada?

  3. BilboBaggins pisze:

    Każda „subkultura” ma swoich fangbojów. Makówkarze, Linuksiarze, Pececiarze, Atarowcy, Amigowcy, Komodorowcy, Konsolowcy, nieustraszeni wyznawcy Richard’a M. Stallman’a (którzy momentami bywają bardziej irytujący niż wyznawcy Jobs’a albo Gates’a) itd. Celowo wspomniałem o „starych” fanbojach, bo sam pamiętam lata bójek miedzy Amigowcami (do których należę) a Atarowcami, a później Pececiarzami. Z tamtych lat zostało mi kilka kontaktów (nawet „z drugiej strony barykady”). Jak się w zeszłym roku spotkaliśmy to z uśmiechem na twarzy odśpiewaliśmy (wspólnie) hymn pt. „Pokochałem me Atari” – jedną z niewielu namacalnych pamiątek tamtych czasów. Nieważne, że ja mam Maka, znajomy Thinkpad’a z Linuksem, ktoś inny FreeBSD na jakimś Dell’u :) .

    Takie „przepychanki” to norma. Zmieniają się tylko nazwy – Makowcy vs Pececiarze, Xboksowcy vs Playowcy, iPhoniarze vs Nokiarze… Istotą rzeczy jest umieć się z tego wszystkiego śmiać, a nie jeździć po kimś bez sensu. Wszak każdy z nas i tak świadomie wybiera narzędzia, których używa do pracy. Po co zaglądać komuś do piaskownicy?

    Fanboje byli, są i będą. Tego się nie zmieni.

  4. opi pisze:

    Jeżu Chytre i Malina w Kompocie. Jakich wycieczek osobistych? O czym tu się pisze?

    Ciekawy jestem na jakiej podstawie pan Bronikowski zakłada, że mój blog to applowskie dziennikarstwo obywatelskie?

    Pisałem o blogach, które tę notatkę zamieściły. I o przesadzonej reakcji na pierdnięcie siedemset pokoi dalej, ale skoro to jakaś wojna, to nikt mi nie powiedział, że trzeba brać noże.

    Tylko… co mnie to obchodzi?

    Na razie całkiem dużo, bo to drugi tekst. ;-)

    Ach, mam na imię Emil, lub ksywa ‘opi’. Wiesz, że w Internecie pisanie per nazwisko to nieładna forma?

  5. admin pisze:

    Obchodzi mnie to, że przeinaczasz fakty i podpinasz mnie pod jakieś dziecinne konflikty komputerowe, tylko dla tego, że opisałem sytuację jaka mi się przytrafiła ze strony „dzieci Linux’a” – a nie – każdego użytkownika tego systemu.

    Co więcej, z Twojego tekstu nie wynika o kim piszesz, a nawet jeśli piszesz o applowej blogosferze to robisz to w tonie właśnie flameware. Tym bardziej nie czuję się częścią tego konfliktu.

    Nazwisko to forma oficjalna… na piwo jak na razie razem nie chodzimy.

  6. mac pisze:

    @Bilbo
    Pamietam jak mialem 80286 i sluchalem piosenki o Atari ktora zaczynala sie odglosem silnika parowego i slowami „wiecej wegla! ok!” :P

    A wracajac do Linuksiarzy to no coz. Ostatnio na wykopie informacja o pojawieniu sie nowego kernela byla chyba jedna z najszybciej wykopanych wiadomosci ever.
    Pozatym generalnie moda na wykopie i „blogosferze” jest taka ze Apple i iPhone jest fuj fuj a Gooogle, Android i wszelakie iPhone-killer ‘rulz’.

  7. opi pisze:

    Dobra, przeczytałem Twoją odpowiedź i nadal nie wierzę, że to co tu napisałeś odczytałeś u mnie. Przewijamy i lecimy z góry.

    1) Podjumali Ci fotkę.
    2) Ktoś ją przerobił
    3) Kilka blogów piszących o Apple kupiło tę bzdurę
    4) Napisałeś notatkę o „dzieciach Linuksa”

    i teraz

    W mojej opinii Twoja reakcja na 1) i przerobienie tego na 4) jest trochę przesadzona i dodatkowo daje poczucie zwycięstwa, jeżeli to był rozmyślny troll (polecam Olsa prezentacje o trollingu). A 3) to norma w środowisku blogów Apple piszących o nowościach (i do 3) nie zaliczam Twojego bloga, bo nie jest to stricte jabłkowy) więc tak już bywa. 4) to Twoja reakcja na 1), 2) i 3).

    Nigdzie nie odnoszę się do Ciebie osobiście, nigdzie nie próbuję tworzyć „portretu psychologicznego”, bo część o naiwności jest o blogach ogólnie. Czytujesz Daring Fireball? On tam często pokazuje, jak takie informacje o „next big thing” się pojawiają i jak umierają.

    Podsumowując: dzieci Linuksa to określenie dość słabe. Na takich ludzi od zawsze wołamy pryszczersi. (od cery)

    Czemu nie odniosłeś się do mojego komentarza tylko napisałeś tą monstrualną notkę, hę? :-> To metoda dyskusji przez zamęczenie.

  8. opi pisze:

    @MacKozer

    Jeżeli to jest zaproszenie na piwo, to ja wybieram Peron 6.

    W komunikacji w „realnym świecie” nazwisko jest oficjalne, tak. W sieci, gdzie trochę rozmywają się granice między wiekiem, płcią i stanowiskiem raczej automatycznie jesteśmy „na ty”. A jak już chcesz po nazwisku, to Oppeln-Bronikowski! ;-)

  9. insider pisze:

    Fakt, pryszczersi. Dzieci Linuksa mogło być zbyt ogólne ;P :)

  10. admin pisze:

    OK, OK… trochę przesadziłem z tym nazwiskiem ;)

    Mój tekst wynikał z formy Twojego wpisu. Nie tylko dla mnie był on niejasny i chaotyczny i nie wynika z niego to samo co z Twojego powyższego wyjaśnienia (dzięki za nie).

    Nie zamierzam prowadzić wojny, kto jest lepszy, kto kogo przetrzyma :)

    Z piwem to czemu nie, muszę się najpierw doprowadzić do stanu używalności (wyleczyć zapalenie oskrzeli).

  11. MacKozer:
    A może Opi przez twojego nicka myślał że jesteś fanem Mac’a? ;)

  12. admin pisze:

    Azrael, niestety pudło Sherlocku :)
    mój nick pochodzi od szkockiego przedrostka Mac… niemal całe lata 90te spędziłem w Szkocji… od roku 2001 używam go także jako pseudonimu scenicznego (odsyłam do wikipedii, stron muzycznych głównie z metalem itp., ot np. do tego wywiadu: http://strefa.rockmetal.art.pl/wywiady/sacriversum-wywiad3.htm).

    Na Maki przesiadłem się rok temu…

    Mac nie koniecznie musi się kojarzyć tylko z komputerami… wszystko zależy od tego, czy się chce dostrzegać świat poza swoim ulubionym OS-em… Świat to nie Linux, Windows czy Mac OS X.

    Myślę, że akurat Opi wiedział, że mój nick nie koniecznie łączy się z Makami…

  13. MacKozer: to był żart :)
    Dobrze wiem, że twój nick nie pochodzi od Macintosha i dobrze znam twoje dokonania muzyczne.

Leave a Reply