#Minutaciszy czyli pokolenie mikroemocji
Posted on Czerwiec 26, 2009 by MacKozer
W ostatnich tygodniach zdarzyło mi się być kilka razy na różnego typu konferencjach czy spotkaniach, podczas których dużo się mówiło o społecznościach, web2.0 oraz mikroblogach. Te ostatnie, zwłaszcza blip.pl przypominają trochę weterana internetu – IRCa oraz trochę późniejsze – pogardzane przez IRCowników – czaty. Na wspomnianych spotkaniach wiele mówiło się o szumie informacyjnym, o tym, że 90% informacji tyczy się przysłowiowej “dupy Maryni”. Szum informacyjny jakie wytwarzają wszelkiego typu narzędzia “Web 2.0”, nie jest niczym złym. Istnieje jednak pewne negatywne zjawisko, starsze niż internet i Web 2.0, ale to właśnie internet jest dla niego wyśmienitym środowiskiem bytowania.
Od dawien dawna ludzie przybierali różne maski czy to celem ukrycia prawdziwych uczuć i emocji, czy – co jest moim zdaniem jeszcze gorsze – udawania emocji i uczuć, których nie ma. Kiedyś jednak trzeba było się trochę wysilić, teraz, w dobie internetu wystarczy kilka emotikon i sprawa załatwiona.
Plaga epatowania udawanymi emocjami ma zwykle miejsce wtedy, kiedy dochodzi do masowej histerii związanej ze śmiercią jakiejś bardzo popularnej osoby – ikony popkultury itp. Kilka lat temu przeżywaliśmy to w Polsce w niespotykanej dotąd skali. Umarł Papież – głowa Katolickiego na całym świecie, dla wielu z nas Papież Polak, największy z Polaków, święty niemal za życia tylko z samego faktu, że nasz. Przez lata społeczeństwo polskie miało głęboko w czterech literach to, co miał do powiedzenia biskup Rzymu, właściwie lepiej dla nas byłoby, gdyby swoje wypowiedzi ograniczał do kremówek w Wadowicach, dla gawiedzi był to chodliwy temat. Kiedy stary człowiek w Watykanie rozpoczął swoją wędrówkę w zaświaty, masy zasiadły przed telewizorami lub czuwały przed świątyniami obserwując – ile on jeszcze wytrzyma. Odniosłem wtedy bardzo niemiłe wrażenie, że to, co widzę to próba bicia jakiegoś rekordu Guinnessa. Śmierć Jana Pawła II wyzwoliła falę współczulnego lansu. Marsze ze świecami, śpiewy, światełka do nieba itp. Internet zalała fala emotikon wyrażających żal i smutek. Prawdziwe emocje zostały sprowadzone do kombinacji kilku klawiszy. Śmierć Papieża wygenerowała jeszcze inne potworki – jak choćby ideę, która jak szybko się pojawiła tak szybko padła, pokolenia JP2. Obserwując to, przez co przechodziło moje, a zwłaszcza młodsze pokolenia, o wiele bardziej prawdziwe było by pokolenie C2H5OH lub innych wzorów chemicznych. Wspomniany JP2 miał niestety taki wpływ na moje pokolenie jak J23 – jedna i druga postać była dla wielu fikcyjnym bytem pokazywanym w telewizji. Wcale mi nie jest z tego powodu do śmiechu, daleki też jestem od ironii czy wyszydzania tego jak naprawdę postrzegany był ten człowiek. Oczywiście, są ludzie dla których Karol Wojtyła był postacią bardzo realną i ważną w ich życiu religijnym, ale takie osoby nie potrzebują lansu, a ich emocje i religijność nie jest i nie była na pokaz.
Podobny proces ma miejsce w przypadku osób żyjących, ale borykających się z ciężkimi problemami zdrowotnymi. Mam nieodparte wrażenie, że podobne oczekiwanie i bicie rekordu ma miejsce w przypadku Steve’a Jobsa. Media zadają sobie pytanie, jak długo on jeszcze pociągnie, co się stanie kiedy umrze itp. To ostatnie pytanie wydaje się poruszać media najbardziej, i chyba wielu chciałoby już teraz znać na nie odpowiedź.
Dzisiaj doświadczamy kolejnego wytrysku takiego ekspresowego emocjonalnego lansu. Umarł Michael Jackson, artysta o ogromnym i niekwestionowanym dorobku muzycznym. Można go nienawidzić, być obojętnym, ale kwestionować jego pozycji się raczej nie da. Znowu internet, mikroblogi, czaty i komunikatory zaleje fala takich mikroemocji, czyli ekspresowego i niezobowiązującego wyrażania fałszywego żalu i współczucia. Co z tego, że przez ostatnie kilka lat ludzie karmili się sensacjami na temat jego rzekomej lub prawdziwej pedofilii czy plotkami o tym, że właśnie odpadł mu nos.

Żyjemy w świecie, w którym nie tylko można zmienić płeć, gruby 50 latek w przepoconej koszuli może mieć 12 lat i zagadywać młodą Anię. W sieci można również pozwolić sobie, za naciśnięciem jednego klawisza, na różne stany emocjonalne i wpasowanie się w mniejszą lub większą masową histerię. Mikroemocje, to rodzaj osobistego PRu, jaki uprawiamy w sieci i w realnym życiu. Szybko, łatwo i przyjemnie w przerwie pomiędzy przysłowiowym hamburgerem i kolą.
Nie jest moim celem umoralnianie kogokolwiek. Opisuję jedynie tendencję, która mnie niepokoi. Moim zdaniem świat zmienia się właśnie w tę stronę – tego procesu nie da się powstrzymać, co najwyżej jego kierunek może zmienić się samoistnie. Pozostaje tylko mieć oczy szeroko otwarte i odnajdywać się na bieżąco w zmieniającej się rzeczywistości. Prawdziwych emocji wyzbyć się jednak nie da – za maską fałszu, emotikon czy masowej histerii każdego z nas może spotkać prawdziwy ból, związany ze stratą kogoś naprawdę bliskiego, a nie tylko ikony popkultury – wtedy emotikony w niczym nam nie pomogą.
|
|
Comments (12)





nic dodać, nic ująć. Żal mi, że odszedł kolejny wielki artysta, ale to nie powód do właśnie takiego „lansowania” się na blipach i innych. Bo aż leci sztucznością. „On napisał że rozpacza, ja też napiszę, że płaczę od x godzin żeby nie być gorszym”
Skoro coś popycha ludzi do pokazania nawet tych emocji choćby w taki sposób, to imho lepiej, niż gdyby mieli przejść obojętnie wobec jakiegoś zjawiska, czy nieszczęścia lub skrywać w sobie uczucia, a może ich brak odzwierciadlałby faktyczny stan zaniku empatii i głębokich podziałów między ludźmi.
Wątpie by były to fałszywe emocje. Są po prostu szybkie, takie jak jest obecne życie, ale szczere. Dzięki tym kilkuznakowym świeczuszkom, często pewnie pozostawianym przez tych, którzy nigdy nawet kropki w sieci nie pozostawili, przynajmniej wiemy, że ogromne rzesze ludzi potrafi jeszcze poruszyć (choćby nawet w mikroskali, ale zawsze to coś) czyjeś nieszczęście i choć w taki symboliczny sposób się jednoczą i są przez tę krótką chwilę swego rodzaju wspólnotą, która jak się okazuje potrafi wznieść się ponad podziały.
Te oznaki są imho dużo bardziej wymowne i znaczące dla ludzkości, niż miliony, a może nawet miliardy codziennych wpisów pozostawionych w sieci bez żadnej znaczącej okazji, po prostu byle coś powiedzieć.
tako rzekła zarakristra
Sęk w tym, żeby te mikroemocje jeszcze były szczere… Ale przecież sensasja, sensacja, każdy musi powtórzyć wiadomość po 10 razy we wszystkich miejscach tylko dla samego faktu siania sensacji – już nawet nie dlatego, że go to jakoś ruszyło.
Miałem plakat (hm… czasy plakatów chyba już mijają…?), nagrywałem koncerty na VHS, lubiłem jego pełną energii muzykę.
Szkoda, że Jackson nie żyje i jest mi z tego powodu naprawdę przykro. Mimo wszystkich kontrowersji (w pedofilię nie chce mi się wierzyć, zresztą go uniewinniono – a etykietka zostaje na całe życie) zawsze go lubiłem, dziecięciem zaś będąc wręcz za nim szalałem
A teraz…? Chyba przede wszystkim byłem cholernie ciekaw nadchodzącej serii koncertów. Co nowego miał nam do pokazania? Na pewno było to coś dużego. Nie zobaczymy tego nigdy. I jest mi po prostu bardzo przykro z tego powodu.
Teraz jednak powoli robi mi się niedobrze na myśl, o tym, co będzie. Pamiętamy śmierć papieża. Książki, filmy, sygnaturki, obrazki wstawiane na profile na n-k i wszędzie indziej, mnóstwo mnóstwo gadżetów, dzięki którym ich producenci zarobią na śmierci znanego człowieka fortunę, niezależnie od tego, czy w ogóle było im przykro, czy też mieli rzeczonego głęboko w dupie, ale poczuli smak pieniędzy… Teraz zacznie się pewnie cała ta szopka (aż boję się wejść dziś rano na naszą-klasę) i sam już nie wiem, gdzie się przed tym schować.
Mikroemocje byłyby ok, póki byłyby emocjami, a nie – jak sam to trafnie ująłeś – PRem. Teraz zaś na mikroemocjach zbudujemy makroszopkę tak, że już niedługo na dźwięk nazwiska „Michael Jackson” będzie się robić wszystkim niedobrze, a ci, którym NAPRAWDĘ przykro z powodu jego śmierci będą wstydzili się do tego przyznać.
Ratunku.
Zgadzam się z każdym słowem.
@Krzysiek… jakość wspólnoty o której piszesz jest taka sama jak tego typu emotikonów. Co nas kosztuje napisanie „świeczki” nic… wklepanie 3 znaków. Nieszczere? bynajmniej nie chodzi mi tu o taką perfidię – raczej o stopień dewaluacji emocji i o coś, co można nazwać – przepraszam za wyrażenie – owczym pędem. Internetowy żal wklepiesz kciukiem na komórce, przegryziesz hamburgerem i za chwilę zapomnisz. Dla mnie to żadne poruszenie. Wolałbym by zamiast wklepywać emotikonki w sieci, ludzie przeżywali prawdziwą empatię w realu, a to jest niestety odwrotnie proporcjonalne do opisywanego przeze mnie zjawiska.
@MacKozer, imho lepszy rydz niż nic
Do tego ani ja, ani Ty nie mamy żadnych możliwości sprawdzenia, jak rzeczywiście ludzie przeżywają tego typu sytuacje i jak wielkiego poruszenia wewnętrznego są wyrazem owe drobne emotki. Jednak obecnie ludzkość pędzi w takim tempie i w takim kierunku, że powinniśmy się cieszyć z przelotnego uśmiechu czy uronionej łzy, bo to jeszcze oznacza, że coś tam w środku nas nie zamarło, nie cofamy się i Kai pozostaje jeszcze tylko postacią z bajki.
Pęd życia sprawia, że nie mamy czasu wpisać więcej, ale myśli nie tak łatwo zatrzymasz i niejednokrotnie bywa, że publicznie deklamujesz przezabawny kawał, a w środku czujesz przygnębienie z jakiegoś powodu i te dwie rzeczy, tak niezależne, dzieją się w jednej chwili.
Jeśli jednak nadejdzie taka chwila, że nie będziemy świadkami nawet tak niewielkich przejawów empatii, wtedy pewnie trzeba będzie zacząć się bać, nawet najbliższych sąsiadów, gdyż ludzie stali się ludźmi właśnie dzięki uzewnętrznianiu emocji, a nie ich skrywaniu.
Poza tym imho lepiej, kiedy ludzie uronią tylko jedną, ale szczerą łzę, czy emotkę, niż kiedy wynajmuje sie płaczki na pogrzeb, byle było widać i słychać wszem i wobec jak wynajmującym jest bardzo mocno „żal”.
Sorry, mam tendencje do rozpisywania się
sztuczne problemy, sztuczne emocje. predkosc jest tylko sposobem zapelnienia pustki jaka po nich zostaje. zycie toczy sie gdzies obok a przebudzenie bywa zwykle bardzo nieprzyjemne. to czesto kwestia wieku i moze to stanowic jakies usprawiedliwienie – mimo to jednak wiekszosc ludzi i tak z tego nigdy nie wyrosnie… to jest ucieczka przed rzeczywistoscia.
Również zgadzam się z każdym słowem.
Na NK rozpoczęła się akcja wklejania świeczek do galerii zdjęć. Pozwoliłem sobie stworzyć mały plakacik na podstawie tytułu powyższego wpisu. Pod zdjęciem umieściłem link do komentowanego wpisu.
MJ w iTunes na szczytach sprzedaży, ci, którzy nie mogą zarobić, komentują, potwierdzają, wielbią- kogoś, kto dawno przestał kojarzyć się z produkcjami muzycznymi.
gdybym jednak potępiał kogoś za to, szybko okazało się, że popadam w sprzeczność, myślę, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego.
Z drugiej strony, przyglądając się gazecie peel wyobraziłem sobie, że wszystkie odniesienia do MJ znikają, a w ich miejsce pojawiają się komentarze chociażby do ofiar z Iranu- nagle czyjaś śmierć przestaje być newsem, zapisem z telefonu, pojawiają się komentarze- sprawiedliwe i wyważone. tylko, że tak nigdy nie będzie, sami musimy poddawać wszystko ocenom. tyle.
Wydaje mi się, że po prostu nie jesteś w stanie pojąć tego, że pomimo dla przykładu Michael’a ostatnio posądzano o pedofilię i śmiali się z odpadającego nosa, to tak na prawdę człowiek ten coś dla nich znaczył. Nie wszyscy są w stanie ustawić się pod jego domem czy iść na jego pogrzeb, więc przynajmniej wstawi sobie kilka wykrzywionych mordek na blogu. A to, że internet sięga praktycznie wszędzie, to i ilość mordek jest odpowiednio proporcjonalna. I czy to podąża w jakimkolwiek kierunku? Nie, to naturalny stan rzeczy. Jedyne co ja mam za złe to nadmuchanie wielkiego balona przez media, które będą sobie teraz takim Michaelem podcierać rów przez tydzień. Większość wydawnictw artykuły na temat śmierci sławnych osób (zresztą całą serię artykułów) mają w sumie napisane od kilku lat i tylko wprowadzają drobne poprawki. Ale czy to mnie dziwi? Też nie szczególnie bo od taki Ty będziesz miał co czytać i nawet „wyciągniesz” z tego swoje wnioski, jak zresztą już zdążyłeś to zrobić. A ja? Nie będę udawał a przynajmniej tak mi się wydaje (ale Ty możesz wiedzieć lepiej). Miałem swój okres życia w którym akurat jego muzyka i szoł jaki dawał na scenie wywierała na mnie duże wrażenie, ale w sumie nie znałem rówieśnika, który nie zachowywał by się wówczas podobnie. Nawet zagorzali pseudo metale mieli pochowane jego kasety głęboko w szafie. Tak więc zupełnie na złość postawię u pod tym tekstem świeczkę dla uczczenia pamięci tegoż człowieka.
[*] M.J.
„W sieci można również pozwolić sobie”… (i tu odpowiednie emotikony-…autorze) zapomniałam przed kończącym nawiasem dodać – ;