Kontrowersyjne punkty umowy iPhone Developer Program

Posted on Marzec 9, 2010 by MacKozer

MacLife zwraca uwagę na ciekawy artykuł opublikowany w serwisie Electronic Frontier Foundation , opisujący kontrowersyjne punkty umowy licencyjnej z Apple, jaką muszą podpisać programiści na iPhone.

Według EFF, Apple zakazuje publicznych wypowiedzi o umowie jaką muszą podpisać programiści chcący zobaczyć swoje programy w AppStore, stąd – zdaniem fundacji – nie ma zbyt wiele opublikowanych przykładów takich umów. Udało się jednak zdobyć jeden egzemplarz dzięki aplikacji zgłoszonej przez NASA (Nasa App for iPhone). Ta narodowa agencja przestrzeni kosmicznej podlega prawu o wolnym dostępie do informacji (Freedom Of Information Act), musiała więc udostępnić fundacji swoją kopię umowy deweloperskiej z Apple).

W umowie tej można więc znaleźć zapisy o zakazie wypowiadania się na temat jej warunków (paragraf 10.4) nakładanym na programistów, włączając w to agencje rządowe (jak NASA). Fundacja zwraca uwagę, że umowa nie jest sama w sobie tajna. Jej warunki nie są tajne, ale programiści nie mogą wypowiadać się na ich temat publicznie.

Nie dziwi mnie osobiście paragraf, w którym zakazuje się rozpowszechniania w innych kanałach aplikacji stworzonych przy użyciu Apple SDK, mowa jest oczywiście o Cydii itp. repozytoriach dla złamanych iPhone’ów. Trudno tutaj dziwić się Apple by zezwalało na korzystanie ze swoich narzędzi do zasilania szarej strefy. Z drugiej strony, proces weryfikacji aplikacji dalej przypomina mi postępowanie wizowe w latach 80-tych XX w. Z pewnością nikt nie zwraca na ten punkt uwagi do momentu, kiedy jego aplikacja zostanie odrzucona.

Ciekawie brzmi też paragraf, w którym Apple zastrzega sobie prawo natychmiastowego i zdalnego skasowania aplikacji nie tylko z AppStore ale także kopii zainstalowanych na iPhone i iPodach touch.

Jeśli więc Apple usunie Wasz program z AppStore i pozbawi Was znacznych dochodów, umowa daje wam prawo do ubiegania się nie więcej niż o 50 dolarów USA. Pozostanie więc Wam kupić jedną dużą butelkę whisky i utopić w niej żal rozczarowania.

Nie jestem deweloperem aplikacji dla iPhone, domyślam się, że mało który z programistów będzie chciał skomentować rewelacje Electronic Frontier Foundation, jeśli są one prawdziwe (w przedstawionej przez nich umowie Nasa z Apple w istocie znaleźć można wspomniane punkty). Nie wiem tylko czy tego typu obostrzenia to nie przysłowiowa normalka i nie ma co robić o to burzy w szklance wody. Tak czy siak, temat wydaje mi się ciekawy i warty polecenia.

Więcej przykładów kontrowersyjnych paragrafów umowy deweloperskiej znajdziecie w serwisie Electronic Frontier Foundation, znajdziecie tam kopię umowy pomiędzy NASA a Apple.

SID On - ShowMe Stories w App Store<
promuj

Comments (4)

 

  1. majkelx pisze:

    Nie jest to „normalka” bo generalnie nie jest „normalką” podpisywanie lojalek aby móc pisać soft pod jakąś platformę.
    No i trzeba ponieść ryzyko odrzucenia (co jest normalką przy przeszczepach).
    Nie zmienia to jednak faktu że nie są to niedogodności odstręczające developerów od pisania na iPhona. Plusy dodatnie przeważają te ujemne i się kręci :)

  2. iSeb pisze:

    Czekam z niecierpliwością na komentarz Pana Iro…

  3. shw pisze:

    @majkelx
    czyli twierdzisz, ze np. piszac na platformy firm nintendo, sony czy na xbox’a nie wymagane jest podpisanie jakiejkolwiek umowy? swego czasu z tego co pamietam podobnie tyczylo sie to rowniez symbiana – teraz nie jestem pewien jak to jest.

    co do wypowiadania sie odnosnie warunkow umowy – no coz – dla mnie oczywistym jest, ze publicznie nie omawia sie warunkow umow biznesowych – jakie by one nie byly, wiec nic strasznego w tym punkcie rowniez nie widze.

    co do problemu usuwania aplikacji – bolaczka prawa autorskiego (zwlaszcza amerykanskiego) i pochodnych i dostepu do „sklepu” osob postronnych. apple chroni poniekad swoj tylek – podobnie jak to robi(l) amazon w przypadku ksiazek. przy takiej ilosci produktow i niemalze publicznemu dostepowi do sklepu, firmy zastrzegaja sobie prawo pewnych dzialan, w razie wypadku jaki np. przytrafil sie amazonowi z ksiazka „Rok 1984″, ktora zostala dodana do sklepu przez zewnetrznego dostawce, po czym okazalo sie, ze dostawca nie posiadal do niej praw. w analogicznym wypadku zapewne pozew poszedlby w strone duzego apple, ze jakis app np. zawiera tresci chronione i placcie nam $10mln. amazon uzyl tego prawa chyba tylko raz i wybuchla burza, ale owa burza na pewno kosztowala ich mniej niz ew. pozew od wlasciciela praw autorskich. czy mi sie to podoba – nie, tak samo jak nie podobalo mi sie to samo w wykonaniu amazon’a. ale – don’t hate the player – hate the game.
    jezeli chodzi o rekompensate 50 dolarow – a kto cie powstrzyma przed pozwaniem apple’a przed sadem o odszkodowanie – jezeli nie za zyski, to za potencjalne zyski, jezeli nie za potencjalne zyski, to za straty moralne, jezeli nie za straty moralne to za uszczerbek na zdrowiu spowodowany stresujaca sytuacja itd. itd. w ameryce mozesz pozwac zawsze, kazdego i o wszystko -zadna umowa ci tego prawa nie odbiera.

  4. zx81 pisze:

    > czyli twierdzisz, ze np. piszac na platformy firm nintendo, > sony czy na xbox’a nie wymagane jest podpisanie
    > jakiejkolwiek umowy?

    ty poważnie o to pytasz, czy tylko udajesz?

Leave a Reply