Pink Floyd pozywa EMI za sprzedaż pojedynczych utworów w sklepach internetowych.
Posted on Marzec 10, 2010 by MacKozer
We wtorek zespół Pink Floyd (a przynajmniej żyjący członkowie tej grupy) złożył pozew w londyńskim sądzie przeciwko wytwórni EMI.

Głównym zarzutem tuzów rocka jest to, że wytwórnia sprzedawała pojedyncze utwory poprzez sklepy internetowe w stylu iTunes. Członkowie grupy przyznali, że nigdy na to nie zezwolili swojemu wydawcy – EMI. Pozew dotyczy więc nieautoryzowanej sprzedaży utworów Pink Floyd poza oryginalną konfiguracją zespołu, czyli albumami Pink Floyd. Okazuje się, że zespół w swojej umowie z wytwórnią zawarł klauzulę zakazującą tego typu sprzedaży. EMI kontrargumentuje, że dotyczy ona tylko sprzedaży muzyki na fizycznych nośnikach. Zespół zakwestionował też rozliczanie tantiem z tego typu sprzedaży.
Oczywiście, pozew nie jest skierowany przeciwko samym internetowym sklepom muzycznym, ani tym bardziej przeciwko iTunes. Ciekawie w tym kontekście brzmią jednak ostatnie plotki o tym, że format iTunesLP nie jest tak na prawdę do końca wynalazkiem Apple ale został niejako wymuszony przez wytwórnie płytowe, które chciały w ten sposób zwiększyć zainteresowanie klientów całymi albumami, a nie pojedynczymi utworami.
Reakcja Pink Floyd pokazuje negatywną stronę dystrybucji muzyki w sieci, gdzie jest ona sprowadzona niemal do poziomu hamburgera. Nie ma jednak innej alternatywy – lepiej by ludzie kupowali pojedyncze utwory w sieci legalnie i tanio, niż ściągali muzykę nielegalnie, napiętnowani przez artystów, wydawców i prawo. Dyskusje o tym, że płyta kompaktowa z książeczką zawsze znajdzie nabywców są jałowe – znajdzie ale jest ich coraz mniej. Pomijając temat piractwa i stygmatyzacji bajką o złodziejach samochodów, sieci P2P przyzwyczaiły miliony do tego typu dystrybucji muzyki, a cofnąć czasu już się nie da. Dlatego osobiście kibicuję mocno formatowi iTunesLP i popularyzacji dystrybucji całych albumów w sieci.
Źródło: Daily Telegraphy via The Loop

Comments (15)





„Ciekawie w tym kontekście brzmią jednak ostatnie plotki o tym, że format iTunesLP nie jest tak na prawdę do końca wynalazkiem Apple ale został niejako wymuszony przez wytwórnie płytowe, które chciały w ten sposób zwiększyć zainteresowanie klientów całymi albumami, a nie pojedynczymi utworami.”
Eee… To przecież było powodem w ogóle wprowadzenia tego „formatu”.
„Reakcja Pink Floyd pokazuje negatywną stronę dystrybucji muzyki w sieci, gdzie jest ona sprowadzona niemal do poziomu hamburgera.”
W sensie, że jest ogólnodostępna i na wyciągnięcie jednego kliknięcia? Sorry Kozer, wiem że czynisz muzykę i chcesz, by efekt czynienia był bardzo poważany i w ogóle ale jeśli za płytą mam biegać, starać się o nią i modlić się, by mi poczta nie „zgubiła” przesyłki od Amazona czy Merlina, to ja wolę „hamburgery”. O jakości muzyki nie stanowi to, jak się ją kupuje czy na jakim jest nośniku, tylko co sobą reprezentuje. Nie wiem co do jakości tejże ma umożliwienie konsumentowi jej natychmiastowe kupowanie.
@CoSTa, proponuję byś najpierw przeczytał cały tekst, zanim zaczniesz komentować. zwłaszcza po zdaniu o hamburgerze.
Właściwie to sieci P2P (czyli na chwilę obecną po prostu torrenty) raczej przyczyniają się do propagacji muzyki w formacie który życzą sobie Pink Floyd (i słusznie życzą bo to jeden z ostatnich zespołów który albumy traktował jako całkowite kompozycje a nie zbiór udanych kawałków). Od dawien dawna nie widziałem pojedynczych utworów tylko całe albumy jeśli nie dyskografie.
@Kozer
Przeczytałem. Skomentowałem. W czym problem?
@InSiDe, dokładnie, pisałem o tym, że P2P (nie wdając się w rozważania o piractwie) przyzwyczaiła ludzi do otrzymywania muzyki przez sieć i w tej kwestii niema alternatywy. Płyty, czy nośniki fizyczne stają się powoli archaiczne, czy się nam to podoba czy nie.
@CoSTa najwyraźniej zatem nic nie zrozumiałeś. Pozwól zatem że wytłumaczę Ci to łpatologicznie:
Napisałem:
„Nie ma jednak innej alternatywy – lepiej by ludzie kupowali pojedyncze utwory w sieci legalnie i tanio, niż ściągali muzykę nielegalnie, napiętnowani przez artystów, wydawców i prawo. Dyskusje o tym, że płyta kompaktowa z książeczką zawsze znajdzie nabywców są jałowe – znajdzie ale jest ich coraz mniej. ”
Jak możesz przeczytać, sam uważam, że dystrybucja przez sieć to jedyna droga, a rozpowszechnianie muzyki (ale nie tylko) na nośnikach fizycznych to archaizm.
Podejrzewam, że właśnie To Ci umknęło…
Moim zdaniem za fakt, że ludzie wybierają pojedyncze kawałki, zwykle tzw. „hity” odpowiedzialne są również stacje radiowe wałkujące w kółko i do obrzydzenia te same utwory :] Wolałbym móc usłyszeć ambitniejsze dzieła w radio a nie tylko chwytliwe acz prymitywne w większości przypadków twory… Kto pamięta np. „wieczór płytowy” w programie II PR (albo 3-ce, nie jestem teraz pewien)? ? Tego typu programy pozwalały zapoznać się z całym dorobkiem artysty. W tej chwili można usłyszeć tylko dźwiękową papkę okraszoną reklamami i komentarzami, nie zawsze wysokich lotów :/
@Kozer
Nic mi nie umknęło. Sprzedaż muzyki przez net NIE JEST sprowadzaniem jej niemal do poziomu hamburgera. Czy się ją kupuje tak, siak, czy owak – kupuje się MUZYKĘ.
Rozumiem oburzenie Floydów. Jeśli ludzie chcą kupować hity, to niech iTMS sprzedaje np. singlową wersję [i]Money[/i] czy [i]ABiTW 2[/i]. Sprzedawanie i kupowanie na sztuki utworów z albumu na którym nie tylko stanowią muzycznie jedną całość, ale fizycznie są po prostu bez jakichkolwiek przerw ze sobą zmiksowane, jest po prostu zbrodnią na sztuce.
@ mantis30
Problem w tym, że Ci promowani „artyści” w większości nie mają niczego poza tym hitem do zaoferowania, nawet ten hit nierzadko jest nędzny. Nie jest to zresztą wynalazek XXI wieku, wystarczy spojrzeć na lata 70-80 ubiegłego stulecia i nawał gwiazd jednego kawałka.
Albumy stanowiące zamkniętą całość należą do rzadkości (osobiście uwielbiam duet Nolan&Wakeman czy Trans-Siberian Orchestra). Większość to jednak zlepki mniej lub bardziej udanych kawałków dlaczego zatem nie miało by być możliwości kupowania tylko tego co nam się podoba. Osobiście preferuję płyty w całości (mam kilku wykonawców, których kupuję w ciemno) ale zdarza się, że kapela którą omijam z daleka stworzy jakąś perełkę.
Kupowanie pojedynczych kawałków przypomina mi zresztą „Greatest Hits”, większość wykonawców ma na swoim koncie coś takiego i pewnie są to ich najlepiej sprzedające się płyty. Teraz po prostu sami sobie komponujemy taką listę hitów…
Moje zdanie jest takie, że wytwórnia kroiła na dużą kasę Pink Floyd i mieli oni rację.
.
.Ok, wtedy jestem w stanie zapłacić za cyfrową treść, bo przecież tak naprawdę otrzymujemy nie ten kawałek, a coś skompresowanego, stratnego – no chyba, że będziemy mieli wypasione łącza a muzyka będzie w formacie flac – wtedy to inna sprawa, ale na to u nas w kraju jeszcze długo się nie zanosi…- a ja będę zadowolony, że kasę dostał wykonawca bez pośredników.Jeżeli jednak miałbym do dyspozycji cały album np. za 30 zł w wersji materialnej i album w formacie mp3 z książeczką w pdf do wydrukowania za 20 zł – to nigdy nie wybiorę czegoś gorszego w moim mniemaniu jako słuchacza (audiofila amatora) … i kupię album.Jeśli płyty zupełnie znikną z rynku, ok przeżyję to jakoś.Nie kupuję ich często, bo są po prostu potwornie drogie (te, które mnie interesują).Poza tym, coś mi mówi, że pojedynczy kawałek w sklepie iTunes, nie zejdzie poniżej określonej granicy i suma sumarum wyjdzie na to, że jeśli chcę kupić pełny album, to pójdę do empiku czy MM – wyjdzie mi taniej a ja dostanę luksus
.
Jednak spójrzmy prawdzie w oczy.Dziś wielkie muzyczne tuzy (wielkie – w sensie znane, popularne), nie zarabiają dużej kasy na sprzedaży swoich płyt/kawałków w sieci.Przede wszystkim koncentrują się na dochodach z koncertów i tras, które są potwornie opłacalne
Druga sprawa, jeśli zespół ma puszczać kawałki w sieci, to przecież przy dzisiejszej technice, tak naprawdę wydawca jest zbędny
Zgadzam się w pełni. W przypadku płyt koncepcyjnych takie czyste singlowanie tracków jest rażące. Coś ma wstęp, środek, kulminację, posłowie itp. Bez tego uzyskujemy słowa wyrwane z kontekstu.
Muzyka na płycie i w klasycznym wydaniu stanie się limitowana i po prostu bardziej ekskluzywna, z grubymi książeczkami i w świetnym opakowaniu. Wypalanie tego na zwykłe płyty jest po prostu śmieszne, bez wyrazu i bez smaku. Mając kontakt ze świetną płytą, której nie mam w normalnym wydaniu, odczuwam ze mam do czynienia z jakimś produktem wykastrowanym i ogólnie do dupy. Płyty po prostu będą dla kolekcjonerów bo tylko w takiej formia mają prawa bytu, tak jak pamiątkowe fotografie, książki, filmy czy gry. Oczywiście gdy ktoś kupował tylko tanie edycje płyt Nelly Furtado to inaczej na to patrzy.
Mnie naszła jeszcze jedna myśl.
Dlaczego kupno jednego pliku muzycznego jest takie drogie?
Przecież tutaj nie ponoszą kosztów, jakie idą na produkcję krążka, okładek, dystrybucji itd. A cenią się i to dużo.
Jeśli średnio plik by był po ok. 4 zł to licząc 10 nagrań bym wydał 40 zł, a płyta w sklepie kosztuje porównywalnie albo z 10 zł więcej.Jeśli będzie mi zależeć na jednej piosence – wejdę sobie na wrzutę, wkrętkę czy na youtube i posłucham, nie widzę konieczności płacenia.
To tak jakby płacić za kserówkę książki tyle samo ile za oryginalną, kupioną w księgarni – dla mnie to jest poronione.Dopóki koncerny nie zmądrzeją, ludzie będą piracić.
z doswiadczenia wiem ze kserowki ksiazek kosztuja czesto drozej niz nowe wydanie w ksiegarni. I niestety jesli mam zaplacic za cos w sklepie 40-50 zl a cena za pobranie jest zblizona… coz pudelko bedzie slicznie wygladac na polce.