Zjadam własne słowa zapisane elektronicznym atramentem…

Pamiętacie moje publiczne wyznanie sprzed dwóch lat opublikowane tutaj na blogu? Napisałem wtedy, że porzucam papier i przechodzę niemal wyłącznie na e-booki, a więc cyfrowe wydania książek, które zamierzałem czytać tylko i wyłącznie na iPadzie i iPhone. Słowa dotrzymałem. Przez ostatnie niemal dwa lata przeczytałem tyle książek, by bez wstydu móc pochwalić się poziomem mojego czytelnictwa zdecydowanie wyższym od średniej. W liczbie tych kilkudziesięciu książek tylko kilka z nich było papierowych. Wracam do tego tekstu m.in. dlatego, że wzbudził on wiele kontrowersji. Okazało się, że „hejtować” można także w temacie książek. Dostało mi się więc za sam fakt porzucenia papieru, ale i za to, że wybrałem taką, a nie inną platformę, czyli wspomnianego już iPhone’a i iPada. Od tego czasu czytałem na tych urządzeniach średnio jedną, może dwie książki na miesiąc i nic mi jakoś nie przeszkadzało. Nie czułem też, żeby moje oczy jakoś specjalnie się męczyły, choć najwyraźniej byłem w błędzie.

Czytanie na iPhone i iPadzie w przypadku dłuższych powieści zajmowało mi sporo czasu, bynajmniej nie dlatego, że mam problemy z samym czytaniem. Nie wiedziałem o co chodzi, ale też specjalnie się nad tym nie zastanawiałem do momentu, kiedy kupiłem sobie Kindle Paperwhite.

kindle-peperwhite

Korzystam z tego czytnika od mniej więcej trzech tygodni i doskonale rozumiem różnicę i zdanie tych osób, które twierdziły, że na iPadzie i iPhone nie da się czytać, choć nie zgodzę się z nimi do końca. Owszem, da się czytać i nie zamierzam z tych urządzeń rezygnować. Co jakiś czas wpadają do mojego iBooks książki, których nie będę mógł przenieść na Kindle’a (pozycje zakupione w iBookstore) – no właśnie, czy gdybym mógł je przenieść to czytałbym je na iPadzie? Pewnie nie.

Zrozumiałem, że mój wzrok mimo wszystko męczył się przy czytaniu na iPadzie i iPhone i choć ja tego nie czułem, to jednak czytałem wolniej, krócej i przede wszystkim rzadziej. Widzę to choćby po tym w jakim tempie pochłaniam obecnie książki czytane właśnie na Kindle. Nadrabiam wszystkie zaległości i zaczynam buszować po księgarniach internetowych sprzedających e-booki w wersji mobi lub przynajmniej w wersji epub bez DRM (które mogę potem przerobić na format kompatybilny z Kindle).

Przez ostatnie dwa lata byłem mniej lub bardziej świadomym orędownikiem czytania na iPadzie i iPhone. Muszę jednak w pewnym stopniu odwołać swoje słowa. W języku angielskim mówi się „eat my words”, a zatem zjadam własne słowa zapisane elektronicznym atramentem.

  • Witaj w klubie… 🙂

  • Ewelina W

    Kindle uzależnia… Dwa miesiące temu byłam tylko za papierową formą, mogłabym żywcem pożreć tych co twierdzili inaczej, że czytanie papierowych książek jest niewygodne lub staromodne. Kiedy dostałam Kindle na prezent, najpierw byłam zła, a teraz nie potrafię się z nim rozstać 😉

  • Miłośnicy literatury coraz bardziej się dzielą. Najpierw był konflikt zwolenników papieru kontra reszta świata, a teraz rozpoczęły się spory między czytnikowcami, a tableciarzami 😉
    Osobiście czytam zarówno na iPadzie, jak i na Kindle (niestety classic) i obydwie formy przypadły mi do gustu. Na obu urządzeniach korzystam jednak z aplikacji Amazona (synchronizacja bezcenna). iBooks służy mi tylko do czytania ebooków o dużej objętości, multibooków (ostatnio „My” Torańskiej). Świetnie na iPadzie czyta się także książki ze zdjęciami („Eli, Eli” Tochmana).
    Męczy mnie za to lektura gazet dedykowanych na iPad. Teraz czytam „Wyborczą” z Kiosku i ilość multimedów do każdego artykułu przytłacza. Wolę wersję na Kindle.

  • Prew

    E-papier to naprawdę świetny wynalazek i jedyne słuszne rozwiązanie dla książkowych nałogowców ;). W 2013 roku przeczytałem na moim czytniku dokładnie 55 książki, i nie jestem pewien, czy byłoby to możliwe z iPadem.

  • MDW2

    Papier, Kindle czy iPad/iPhone – jeden grzyb. Trzeba siedzieć i czytać. Przy zerowej ilości czasu niewykonalne. Za to audiobooki to zupełnie inna bajka. Przeczytałem w ten sposób sporo książek i wykorzystałem czas, który normalnie „straciłbym” na drogę do/z pracy, zakupy, malowanie/remont. Od kilku lat właściwie każde „bezmózgowe” zajęcie urozmaicam sobie podcastami i audiobookami. Dla mnie to jest nie do pobicia.

  • Ja od 3 lat czytam głównie na ipadzie i pewnie nadal tak będzie, ale może ze względu na to, że sporo książek branżowych przerabiam i potrzebuję często coś sprawdzić, czy też zrobić notatkę dostępną na macu czy też na iphonie.
    W przypadku kindla, czytam głównie książki hobbystyczne typu King, tam akurat nie muszę robić notatek 🙂
    Dlatego jak ktoś pyta na czym warto czytać e-booki to moja odpowiedź jest uwarunkowana od tego co chce czytać 🙂

  • Pieszczoch777

    Ja od dwóch lat czytam na iPadzie i….(wiem ze dziwnie brzmi ale…) na iPhonie 🙂 miałem Kindle w ręku i chce kupić. Wiem jedno, na urządzeniach Apple albo jest zawsze za jasno albo za ciemno aby czytać . Przeczytałem 30ksiazek Kinga na iPadzie w 2 lata. Ale nigdy więcej niż 50 stron na raz a kiedy czytałem prawdziwe papierowe wydania czytałem nawet po 300-400 stron bez przerwy. Jestem za wydaniami cyfrowymi bo czytając kilka książek na przemian noszę ze sobą tylko 300gramow w plecaku zamiast kilku kilo 🙂 ale stanowczo Apple się nie przyłożylo do tej dziedziny jaka jest literatura cyfrowa 🙂