Awatar lub duch w maszynie

klawiatura

Swego czasu, dość dawno temu sporo czytałem różnych książek, w których pojawiały się duchy. Często przez różnej maści parapsychologów nie są one opisywane jako żywe byty, ale swego rodzaju energetyczne ślady emocji pozostawione przez żyjące kiedyś osoby. Okazuje się, że takie właśnie duchy – ślady osób mogą być często przypadkowo zapisane przez współczesne komputery, w tym konsole gier. I jak przystało na duchy, można z nimi wejść – co prawda ograniczoną – interakcję.

Taki przypadek opisuje na swoim blogu Daniel Kottke (tak, pierwszy pracownik Apple w historii tej firmy). Historia nie jest nowa – a wpis Daniela też nie jest z wczoraj. Pewien chłopak, na początku tego wieku grał dość często ze swoim ojcem na pierwszej konsoli XBox w grę Rally Sport Challenge. Wyścigi samochodowe, w której występuje popularna funkcja ducha, z którym gracz może się ścigać. Duch to nic innego jak zapis najlepszego przejazdu po danej trasie. Ścigamy się więc z samym sobą, lub z tym, kto grał wcześniej i przejechał najszybciej. W przypadku tamtego gracza był to jego ojciec, który umarł, gdy bohater tej opowieści miał sześć lat. Po latach uruchomił konsolę i odkrył wspomnianego ducha. Taki właśnie odcisk emocji, radości nieżyjącego już ojca. Ducha, z którym mógł rywalizować, do pewnego stopnia. Wygrana oznaczała by całkowitą anihilację tego właśnie interaktywnego odcisku emocji zmarłej już osoby.

To, co jest w tej historii wyjątkowego, to fakt wspomnianej już interakcji. Oczywiście ograniczonej. To jednak coś więcej niż nagranie wideo czy audio, nagrane powitanie w poczcie głosowej zmarłej osoby. Z drugiej strony to tylko zapisane gdzieś w pamięci bity. Pytanie… czy tylko bity, czy może jednak skrawek czegoś… No właśnie, czego?

Czy zatem mamy grać w gry, w którym możemy w ten sposób zapisywać swoje emocje? A może w przyszłości powstaną programy, które pozwolą nam na stworzenie swojego własnego, zapisanego z emocji awatara, z którym nasi bliscy będą mogli obcować, kiedy nas już nie będzie. Czy jednak taka namiastka ma sens?

Wspominam o tym nie bez powodu. Mój ojciec zmarł kiedy miałem 2,5 roku. Jedyne co pamiętam to zarazem moje pierwsze świadome wspomnienie z dzieciństwa i to z dokładnością fotograficzną – wizyta u niego w szpitalu. Pozostawił po sobie kilka nagrań na szpulach, które szlag trafił wraz z magnetofonem ZK 240, stertę roczników Młodych Techników z połowy lat 70-tych, cyrkle, linijki i kilka fotografii.

Zastanawiam się ile z zapisanych emocji, zdjęć i całej mojej aktywności pozostanie po mnie dla moich dzieci. Powiecie, że za wcześnie na takie rozważania. Tak naprawdę nigdy nie jest za wcześnie. Może być tylko za późno.

Categorized: e-kultura