Nie będę obrażał się na internet

Bloguję od dobrych ponad siedmiu lat. Wielu z Was ma o mnie różne zdanie, często negatywne i oczywiście macie do tego prawo – wszak mój charakter cechuje się pewną bucowatością, a mój obecny styl pisania jest gorszy niż kiedyś (tak na marginesie, to takie narzekania słyszałem już pięć lat temu). Jest mi szczerze miło i – czego nie ukrywam – łechta moją próżną narcystyczną naturę fakt, że mimo wszystko dalej czytacie to co piszę.

Przez lata blogowania i pisania tego co myślę no i wspomnianego już charakteru (bucowatości połączonej z narcyzmem) dorobiłem się naprawdę sporej grupy hejterów, którym oczywiście nie pozostaję dłużny i banuję ich czy to w komentarzach tutaj na blogu, czy na Twitterze. Dorobiłem się też kiedyś mocno rynsztokowego bloga na swój temat (co wielu innych blogerów odebrało jako swego rodzaju nobilitację – dla mnie wątpliwą). Gdybym napisał, że wszystko to spłynęło po mnie jak po kaczce to bym skłamał.

Wszelki hejt, zwłaszcza w takiej formie jest powodem naprawdę dużego stresu. Z drugiej jednak strony prowadząc bloga tutaj, czy teraz na MyApple dość mocno się na taki hejt uodporniłem (w pewien sposób budując taki właśnie mur narcyza i buca). Nie zamierzam obrażać się na internet z jednego prostego powodu – nie ma tak naprawdę sensownego rozwiązania hejtu w sieci. Możemy oczywiście zamykać możliwość komentowania, możemy banować (a wiecie dobrze, że strzelam banami jak z karabinu).

Tak naprawdę – i piszę to bardzo serio – to uważam, że nie prawem, a przywilejem powinna być nie tylko możliwość komentowania, ale i wolność słowa i możliwość tworzenia jakichkolwiek treści w sieci…

… tylko jakie przyjąć kryteria przyznawania tej wolności? Egzaminy? Badania psychologiczne? Matura? Kurs na prawo korzystania z internetu? To pomysły tak utopijne, jak przerażające i to chyba bardziej straszne niż rzesze internetowych hejterów.

Nie zamierzam obrażać się na hejterów, bo tego typu obrażanie się nic nie da – oni przecież na to czekają.

To, co dla mnie jest ważne to fakt, że przez ponad siedem lat blogowania tutaj na mackozer.pl i w innych miejscach w sieci, hejterzy nie popsuli mi jednego – dobrej zabawy i pasji pisania.

Categorized: e-kultura
  • Serio hejtują Cię za teksty na myApple? Może za rzadko zaglądam, ale nie kumam do czego się przyczepiają? 😀

  • Marco

    Co to ostatnio za histeria w internecie na to „hejtowanie”?
    Rozżalają się wszyscy nad sobą jacy to biedni oni, bo piszą dla ludu a lud ich nie lubi.
    No błagam! Świat jest pełen debili i niestety nic się z tym nie zrobi. Trzeba to zaakceptować i iść dalej do przodu!

    Wiem, człowieka szlag trafia, jak „my” dzielimy się ze światem przemyśleniami, otwieramy serce i umysł, tworzymy opinie a jeden z drugim się wymądrza, komentuje, pisze bzdury, a przecież wiadomo, że to „ja” mam racje.
    W rzeczywistym świecie doprowadza to do szału i agresji, a co dopiero w wirtualnym, gdzie każdemu puszczają hamulce.
    Niestety, w obu tych światach idiotów nie sieją, sami się rodzą, i nie ma co stękać i użalać nad sobą – trzeba zastosować jedyną możliwą drogę – olać.
    Spojrzeć radośnie i uśmiechnąć się z politowaniem, tak jak na szczeniaka, który obsikał nam dywan, a za głupi jest by wiedzieć, że zrobił źle!

  • ale ja się nie użalam, wielokrotnie powtarzam, że ja nie piszę dla ludu, a głównie dla siebie.

  • greglo

    Czy nie wystarczy mniej anonimów przy komentarzach? Nie tak Łatwo się hejtuje pod własnym nazwiskiem.

  • Artur Kuziemski

    „Prawo jazdy” na internet. Powiem, że jest to radykalny ale genialny pomysł na kolejną rewolucję pokroju rewolucji ACTA. Tym niemniej podniosę za obyw. Marco „idiotów nie sieją, sami się rodzą”. Hejt jest jak obgadywanie ludzi za plecami (czyli słynne obrabianie d***y) z tym, że w przypadku internetu możesz to powiedzieć prosto w ekran zachowując w dalszym ciągu pełną anonimowość. Wobec tego korzystają z tego ludzie nie-predystynowani intelektualnie do używania komputera. I w tym momencie nie uznaję się za jedynego wszechwiedzącego, a to z prostej przyczyny sam bardzo często jestem bliski dołączenia do grona owiec/baranów które uwalnia są nieopanowaną biegunkę hejtową dając upust swojej polskiej zawiści (wtedy zamykam pokrywę MBA i idę się przewietrzyć i ochłonąć co i innym polecam). A hejtują bo obyw. Mackozer jest poczytny/pisze zazwyczaj nieźle/jest w myApple.
    Dlatego kierując się maksymą „milczenie jest złotem” kończę.
    Ale z ciekawości jeszcze zapytam, jak można hejtować za pisanie o Apple poza faktem, że się pisze o Apple? W ogóle konstruktywny jest jakoś ten hejt czy to taki onaniczny hejt?